piątek, 15 lutego 2013

Odc. 7: Zbrodniarz i ofiara



Hej! Dziś się udało zdążyć na czas :) Uzupełniłam Wasze linki, jeśli są chętni, proszę o wpisy w komentarzach (za które bardzo dziękuję!)


7. Zbrodniarz i ofiara 
 
Adam wraz z Almą udali się do łóżka. Jasnowłosa kobieta nie miała problemu z zaśnięciem. Lambert za to wtulił się w poduszkę, wpatrując się w ciemność za oknem. Tak bardzo nienawidził łez; były absolutnym przeciwieństwem jego silnego charakteru. Opuścił powieki, przesuwając palcami po własnym ramieniu. Czuł na nim dotyk kogoś innego.
Żałował, że to co zdarzyło się przed godziną w ogóle miało miejsce. Rozładowanie targających nim emocji. Wyładowanie złości w tak podły sposób. Jego idealna wizja związku, jaki tworzył zaczęła powoli się burzyć. Miał wrażenie, że potrzebuje czegoś innego. Że przez całe życie tego potrzebował.
Gdzieś tam on jest pomyślał Trzydzieści minut drogi stąd, zamknięty w celi pięć dwa siedem. Towarzyszy mu ta sama cisza. Ciekawe, czy jego umysł również potrafi się wyciszyć. Niesamowity przypadek. Nie wiedział czemu łagodny uśmiech wstąpił na jego usta. Być może za sprawą zawodowego sukcesu? Przez głowę przemknął mu absurdalny pomysł – usiąść za kierownicą starego forda i pojechać do zakładu karnego. Wejść na kontrolę, będącą pretekstem. Choć minęło tak wiele dni, każda chwila minionej interakcji z Tommym była świetlista jak żadne inne wspomnienie. Westchnął. W jego pamięci zapadła rozmowa, mająca miejsce w kuchni. Ta podczas której strumień świeżej krwi splamił jego koszulę. Widział niepohamowane szaleństwo w błyszczących, brązowych oczach. Pogardę i siłę. Były jednak chwile ucieczki; wtedy spędzał czas w pojedynkę; wpatrywał się w nieokreślony punkt, zachowując kamienny wyraz twarzy. Potrafił rozmawiać w każdym tonie; Adam był tego pewien, lecz nie władał wachlarzem jego emocji. Zasnął, gdy ptaki zaczęły swój przedwczesny koncert.

Tej samej nocy blondyn obudził się około czwartej nad ranem. Otworzył oczy, wpatrując się w pustą ścianę. Nie czuł nic.
Nie potrafił odczuwać negatywnych emocji, nie dręczyły go wspomnienia, przeszłość stanowiła zamknięty rozdział. Nie był zdolny do jakichkolwiek uczuć.  Skupiony jedynie na sobie i na realizacji własnych, niekiedy chorych celów, zatracił się we nierzeczywistym świecie.
Zastanawiał się, czemu Adam nie wraca do pracy. Wyciągnął spod materaca papierosa, po czym przypalił go i zaciągnął się drażniącym dymem. Cierpki smak w ustach przyniósł mu długo oczekiwane ukojenie. Opadł na poduszkę, czując chłód bijący od szarych ścian.
***
Podczas śniadania panowała absolutna cisza. Alma zdążyła rano posprzątać stłuczone zeszłej nocy szkło. Podała sok, tosty oraz miskę płatków zbożowych, po czym usiadła i przystąpiła do jedzenia.
- Smacznego.
- Wzajemnie.
Patrzył na nią nieprzerwanie i choć czuła na sobie ten przeszywający wzrok, nie miała odwagi odwzajemnić spojrzenia. Nerwowo poprawiła kosmyk włosów, opadający na czoło.
- Nie rób tego nigdy więcej – Powiedziała cicho.
Adam odstawił szklankę - Przecież było ci dobrze.
- Ale nie chcę być dla ciebie przedmiotem – Spojrzała w niebieskie tęczówki – A tak się właśnie czułam. Jak szmaciana lalka. Nie jak kobieta, ale jak dziwka.
- Almo, o czym ty mówisz… - Szerzej otworzył oczy – Wiesz, że cię szanuję, a to co zaszło wczoraj było po prostu eksplozją namiętności… Nie odmówiłaś mi. Nie miałaś nic przeciwko.
Nie odpowiedziała. Wpatrywała się w pusty talerz. Adam wiedział, że powinien teraz ją przytulić i wyprzeć wszelkie negatywne myśli. Przecież takim był człowiekiem. Tym razem jednak czuł obrzydzenie. Nie chciał jej dotknąć, ani wesprzeć ciepłym słowem. Czuł się oszukany. Jedyny, w pełni szczęśliwy moment ich związku okazał się być totalnym nieporozumieniem.
- Jadę do pracy. Miłego dnia – Rzekł możliwie najłagodniej, jednak jego głos był szorstki jak mało kiedy. Opuścił mieszkanie, kierując się w stronę San Diego.
***
Krisowi przeminął stan złości względem przyjaciela. Przeprosił Adama za swoje zachowanie, nie wracając do tego, co wydarzyło się ostatniej nocy – sam pamiętał to jak przez mgłę. Rozmawiali od samego rana, aż do czasu, gdy przyszło im się rozstać. Każdy udał się w swoją stronę.
Dla bruneta ten dzień zapowiadał się znacznie ciekawiej niż każdy inny spędzony w pracy. Tym razem pojawiła się szansa na dotarcie do swojego podopiecznego. W czasie wszelkich rozmyślań na ten temat, zorientował się, że spogląda w kierunku zdjęcia przedstawiającego Almę. Prędko odwrócił wzrok i wziął płytki oddech. W pracy nie było czasu na prywatność, zwłaszcza w chwili, gdy wszystko zaczynało się układać. Wstał od biurka i zmierzał w stronę pokoju, gdzie Tommy w obecności lekarza miał odbyć badania psychologiczne. Podniecenie z każdym krokiem rosło. Kiedy skręcił w boczny korytarz, zauważył tam Ronniego.
- Ej, młody! – Zawołał – Nie masz nic do roboty?
Stażysta podniósł rękę, w geście powitania – Zaraz zadzwonię do biura w Chula Vista i dowiem się, kiedy dostarczą wam cofnięte dokumenty.
Adam kiwnął głową i poszedł dalej. W końcu przekroczył próg pomieszczenia, witając się z doktorem Matiasem. Zajął miejsce tuż obok niego i przejął część dokumentów.
- Co chcemy wiedzieć? – Spytał lekarz – Sugeruję kategorie A, F, R i R1.
Adam przygryzł dolną wargę, wczytując się w listę seksualnych dewiacji oznaczonych literami alfabetu. Zastanawiał się od czego powinni zacząć.
- Dobrze. Sądzę, że pedofilia nie ma tutaj nic do rzeczy, ale spróbujmy dla własnego spokoju. Morderstwo poprzez duszenie, spróbujmy jeszcze… - Westchnął – Krew – Dodał, wspominając zdarzenie w kuchni – Zdecydowanie. Nawet bez kontekstu.
- Tę bibliotekę fotografii mamy w archiwum. Przyniosę ją. Coś jeszcze?
- Orientacja seksualna. Jeśli badanie nic nam nie powie, przerobimy z gówniarzem cały alfabet.
Doktor uśmiechnął się ponuro, po czym opuścił salę. W ciasnym pomieszczeniu zapanowała głucha cisza. Lambert pochylił się, opierając łokcie o kolana. Opuścił powieki, chłonąc jedyny moment spokoju. Ból głowy przybrał na sile; źle znosił nieprzespane noce, których ostatnio było coraz więcej.  Usłyszał skrzypnięcie drzwi i podwójne odgłosy stąpania po odkształconym linoleum. Wiedział, co za moment ujrzą jego oczy. Przeciągnął językiem po suchych wargach i odwrócił się.
Brązowe oczy zmierzyły go od stóp do głów. Lewy kącik ust nieco się uniósł. Ciało wydawało się jeszcze szczuplejsze, niż w dniu, gdy widzieli się po raz pierwszy. Skóra zbladła do tego stopnia, że odsłoniła drobne sieci żył. Kości policzkowe stały się jeszcze bardziej wyraźne; mimo tych wszystkich zmian nadal był przecież tym samym człowiekiem.
- Panie Lambert, dla zachowania środków bezpieczeństwa i ochrony będziemy wartować tuż za drzwiami.
Brunet kiwnął głową i wydał gest sugerujący zamknięcie drzwi.
- A ty siadaj – Rzucił w kierunku blondyna.
Chłopak zajął miejsce, patrząc na ścianę tuż przed sobą. Zapanowała głucha cisza. Adam napawał się nią. Przyglądał się profilowi ciała i twarzy chłopaka; zastanawiał się, jakie szaleństwo kryje się w tej głowie.
- Czemu zechciałeś być moim podopiecznym? – Spytał w końcu.
- Nie znalazłem nikogo innego na moim poziomie wśród was, parszywe psy – Odpowiedział ze spokojem Ratliff. Adam kiwnął głową.
- Psy?
- Psy i suki – Tommy zwrócił swój wzrok w kierunku Lamberta– Przecież lada moment pojawi się tutaj twoja mała – Odparł kpiąco. Po chwili zaczął się głośno śmiać – Faceci wymiękają, nie chcę wiedzieć co stanie się z tak głupim stworzeniem.
- Co ty możesz o niej wiedzieć? – Adam zachowywał zimną krew, co wielu kryminalistów wyprowadzało z równowagi.
- Lubisz dominować – Tommy spojrzał w oczy bruneta – Tylko uległe kobiety, niemające ambicji, niewykształcone poddają się takiemu typowi mężczyzn. A dla was to łatwa zdobycz.
- Dla nas? W takim razie jaki typ ludzi interesuje ciebie?
- Silni, zdecydowani, znający swoją wartość – Rzekł bez zawahania.
- Dlatego chcesz, bym był twoim opiekunem? – Spytał Adam – Chcesz, bym był twoją kolejną ofiarą?
- Nie mam na swoim koncie ani jednej ofiary.
Tym razem Adam parsknął śmiechem – Przyznaj się. Bądź na tyle odważny i powiedz mi całą prawdę. Twoje papiery będą tutaj za dwa, trzy dni. Wtedy dowiem się o tobie wszystkiego.
- Nigdy mnie nie poznasz, jeśli sam nie dam ci się poznać. Żadne stemplowane przez prokuraturę papierki nie powiedzą o człowieku wiele i dobrze o tym wiesz – Odparł Tommy, wpatrując się w błękit dużych oczu. Zapadła chwilowa cisza, którą przerwał lekarz wchodzący na salę.
- Zaczynajmy – Rzekł śmiało, oddając płyty Adamowi, a sam zajął się podłączeniem urządzenia.
Adam wraz z Tommym wpatrywali się w siebie przez dłuższą chwilę.
Na początek zostały zadane pytania kontrolne, następnie wyświetlono zdjęcia dzieci w szerokim przedziale wiekowym. Blondyn patrzył na każdy kolejny slajd. Żadnej reakcji.
- Tego się spodziewałem – Rzekł Adam, na co Ratliff uśmiechnął się łagodnie – Spróbujmy tego.
Wyświetlił zdjęcia ofiar przemocy, gwałtów i morderstw. Przez moment zastanowił się, co powiedziałaby Alma, gdyby w jej ręce wpadło chociaż jedno takie zdjęcie. Sam znał te biblioteki na pamięć; co tydzień niewzruszenie przerzucał slajdy. Tak właśnie brzmiała definicja chorej rzeczywistości.
Był pewien, że ciało zdradzi Tommy’ego i wykaże choćby najmniejszą reakcję. Zaczynał od fotografii łagodnych, aż do tych, na które sam nie lubił patrzeć.
- Matias?
- Nic. Próbujmy dalej.
- Twarda sztuka – Powiedział drwiąco Adam. Wyświetlił serię pełną krwi i przemocy.
Tommy spojrzał na Adama i zaczął się śmiać – Błagam. Za kogo ty mnie masz?
Pełen wściekłości wrzucił pokaz slajdów przedstawiających sadomasochistyczny stosunek. Dopiero przy ósmej fotografii puls przyspieszył. Matias podniósł wzrok i kiwnął głową w kierunku Adama. Obejrzał się za siebie. Zdjęcie było stosunkowo łagodne w odróżnieniu od reszty i przedstawiało jedynie przeciętnej urody kobietę.
Adam szerzej otworzył oczy ze zdumienia – Co masz do powiedzenia?
- Znam ją. To Anne z Nowego Jorku.
Lambert jeszcze raz zwrócił wzrok ku drobnej szatynce o dziewczęcej urodzie. Dopisał numer slajdu do dokumentów, które trzymał w dłoni.
- Dalej – Rozkazał.
Próbowali jeszcze wielu wariantów, jednak każda próba kończyła się niepowodzeniem.  Na sam koniec wyświetlili serię zdjęć nagich mężczyzn i kobiet.
- Jesteś aseksualny? – Spytał w końcu Lambert.
- Być może – Ratliff zadrwił z uśmiechem.
- Doktorze, to tyle na dziś. Dziękuję – Rzekł Adam, przysiadając na biurku. Badanie, choć nie powiedziało wiele, dało jedną cenną wskazówkę. Kim była Anne i co łączyło ją z Tommym?
- Napiszę sprawozdanie, dostarczę je do godziny osiemnastej – Rzekł mężczyzna, po czym opuścił salę.
Zostali sami. Wpatrywali się w siebie w milczeniu. Adam w końcu wstał i powolnym krokiem zbliżył się do blondyna. Pochylił się, opierając dłonie o jego ramiona. Bolesny skurcz spiął mięśnie pleców i brzucha. Ich twarze dzieliły centymetry, a spojrzenia nie zgubiły się nawet na moment.
- Dajesz za wygraną? – Spytał szeptem blondyn, po czym uśmiechnął się łagodnie.
 Adam odpowiedział podobnym uśmiechem. Wplótł masywne palce w jasne włosy i szarpnął jego głowę na bok. Towarzyszyło temu ciche jęknięcie, które przyprawiło go o zawrót głowy. Zbliżył się do bladej szyi. Chwilę wahał się, jednak nie miał wyboru. Tego wymagało poświęcenie dla dobra sprawy. Przycisnął swoje wargi do miękkiej skóry, czując pod językiem gorzki smak perfum oraz pulsujące tętno. Odsunął się nieznacznie. Wpatrywał się w rozchylone usta, jednak myśl o pocałunku brzydziła go na tyle, że nie potrafił posunąć się tak daleko. Nie mógł tego zrobić, choć szczupłe ciało wyrwało się w jego kierunku. Przesunął dłonią po gładkim przedramieniu chłopaka.
- Na to czekałeś? – Spytał Adam, czując, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Duże oczy spojrzały na niego ufnie. Kiwnął głową w odpowiedzi.
To był moment, który mógł wykorzystać i usprawiedliwić. Wszystko dla dobra sprawy. To nic takiego, tylko mały, osobisty test…
Westchnął cicho, przyciągając jego głowę do swojej. Zapach opium i anyżu był w tym momencie tak intensywny jak nigdy przedtem. Musiał spróbować… Ujął wargami miękkie usta, czując uderzającą  w jego ciało falę gorąca. Łagodny pocałunek natychmiast został odwzajemniony. Powieki chłopaka uniosły się, a przepraszające spojrzenie miało w sobie pełnię niewinności. Działało jak magnes.
Dłoń bruneta przesunęła się po udzie Tommy’ego, aż natrafiła na swój cel, świadczący o silnym podnieceniu.
- Oszukiwałeś wariograf, sukinsynu – Warknął wściekle.
- Imponuje mi twoja inteligencja – Rzekł Ratliff – Nie pozwoliłem ci na to, co właśnie robisz.
- Na nic nie musisz mi pozwalać – Adam podniósł głos i w geście wściekłości zrzucił chłopaka na ziemię. Przewrócił go na plecy, po czym dosiadł szczupłych bioder – Wyprowadzasz mnie z równowagi.
- Więc dlaczego nie zawołasz kumpli, żeby mnie stąd zabrali? – Tym razem puls przyspieszył. Oddech także.
Adam wyciągnął pistolet z kabury, po czym przystawił go do czoła chłopaka – Bo wolę załatwiać takie rzeczy sam.
- Sam? – Uśmiechnął się Tommy, przygryzając wargę – Nasz łagodny wykładowca chce rozpieprzyć mi głowę. Ciekawe czy swoją żonę… - Nie zdążył dokończyć, gdy dłoń Adama zacisnęła się na jego gardle. Chrząknął i poderwał się. Choć ucisk nie był ani zbyt bolesny czy niebezpieczny, chłopak zadrżał kilkukrotnie. Tęczówki skryły się pod zmrużonymi powiekami. Zduszone westchnienia wydobywały się ze zwężonej tchawicy.
Niemożliwe powiedział w myślach Adam. Kiedy odbezpieczył broń, drobne ciało uniosło się gwałtownie i uderzyło plecami o podłogę, a rozdzierający ciszę krzyk wypełnił puste pomieszczenie. Mięśnie kurczyły się spazmatycznie, a towarzyszyła im seria cichych, krótkich jęków. Na niewinnej twarzy malował się obraz szaleństwa. Szaleństwa i podniecenia.
Niemożliwe powtórzył, przypatrując się zamglonym, brązowym oczom. Wstał spiesznie, przyglądając się bezwładnemu ciału, które przed chwilą uległo sile orgazmu. Nie wierzył, że to naprawdę się stało. Zbrodniarz zapragnął być ofiarą.
Do pomieszczenia weszli policjanci – Panie Lambert, wszystko w porządku?
- Zabierzcie go – Odparł chłodno. Nie pozostawiając żadnego komentarza, opuścił salę.

sobota, 9 lutego 2013

Odc. 6: Bankiet.

Dziękuję za komentarze! :) <3
Zapraszam do kolejnej części.

6. Bankiet

Adam usiadł na czarnej sofie i wziął głębszy oddech. Poluzował nieco krawat, po czym sięgnął po pierwszą z brzegu gazetę. Przeglądał ilustracje, by zająć swój czas i być może – by oderwać się od prześladujących go wspomnień.
Przydzielani mu przestępcy popełniali przestępstwa głównie na tle seksualnym, bądź miewali takie fantazje. Wysłuchiwał tych okrutnych, ponurych opowieści, zwykle czując w chrapliwych głosach pogrążenie czy szaleństwo. Uciekali wzrokiem, po ich twarzach płynęły łzy, uderzali pięściami w blat stołu.
Ale Tommy był inny.
Nie mówił wiele, choć jeśli już coś z siebie wydusił to trafiał w samo sedno. Dokumenty ze szczegółowym opisem jego przeszłości zostały zwrócone do zakładu. Do czasu ich otrzymania, chłopak nadal będzie tajemnicą.
Adam poczuł suchość w gardle i skierował się do kuchni. Przezroczysta ciecz wypełniła szklankę. Nim zdążył zbliżyć ją do ust, w pomieszczeniu rozległ się powolny stukot obcasów. Momentalnie zwrócił wzrok w stronę Almy.
- Jesteś gotowa? – Spytał i zmierzył ją wzrokiem – Taksówka czeka.
- Spodziewałam się usłyszeć, że… ach, nieważne – Odparła, a z jej twarzy zniknął nikły uśmiech.
- A… - Brunet zająkał się – Ślicznie wyglądasz. Dobry wybór, jeśli chodzi o sukienkę. I buty – Dodał z uśmiechem, po czym podszedł do niższej od siebie kobiety – Jesteśmy spóźnieni. Chodźmy już.
***
Rozświetlona sala mieściła blisko stu gości. Adam znał większość z nich, jednak z pracownikami pozostałych jednostek wymienił w życiu może dwa słowa. Objął Almę w pasie i powoli szedł przed siebie, szukając wzrokiem najbliższych znajomych. Alma za to spoglądała na inne kobiety; z niesmakiem odwracała wzrok na widok odważnych krojów eleganckich sukni czy odkrytych dekoltów. Nie wypowiadała uwag na głos, czekała na ewentualne reakcje bruneta.
- Kris! – Zawołał z uśmiechem, po czym szybkim krokiem podszedł do przyjaciela. Ten spojrzał mu w oczy i niechętnie wyciągnął dłoń.
- Gratuluję – Rzekł oschle, po czym zacisnął wargi.
Spoglądali po sobie raz po raz. Czarnowłosy uniósł brew, po czym uśmiechnął się niepewnie.
- Dostałem podwyżkę?
- Nie. Coś znacznie cenniejszego. A właściwie to kogoś.
Wargi rozchyliły się w niemym geście. Ciało zalała fala gorąca, a rumieniec wstąpił na blade policzki.
- Żartujesz? – Wydusił z siebie.
- Simon nie ma czasu – Kris nie ukrywał swojego rozgoryczenia – Chce, żebyś mu pomógł. Zwłaszcza, że Tommy napisał podanie o to, byś był jego opiekunem. Uargumentował swoją prośbę tym, że potrafisz dobrze się z nim porozumieć i wierzy, że zresocjalizuje się przy tobie.
- Kłamstwo – Parsknął śmiechem Adam – On wcale ze mną nie rozmawia.
Allen zignorował ten temat, po czym przywitał się z Almą.
- O co chodzi? – Spytała w końcu. Mężczyźni wymienili spojrzenia.
- O nic – Rzekł Lambert – Sprawy zawodowe. Przejdźmy do baru – Zaproponował w końcu, by wszelkie emocje opadły.
Sącząc drinka nie myślał o niczym innym. Miał już plany względem Tommy’ego i niemal wszystkie mógł teraz prawnie zrealizować. Będzie mógł przebywać w jego otoczeniu częściej. Przez myśl przeszło mu co na to powie jasnowłosa kobieta, siedząca tuż przy nim, wiernie czekająca aż wróci z pracy każdego dnia. Wziął łyk alkoholu, a słodki smak wypełnił jego usta.
Alma zrozumie, że to może być przełomowy okres w karierze zawodowej Adama. Musiałaby wykazać się egoizmem, gdyby robiła mu problemy. Z resztą to do niej niepodobne.
- Co powiecie na wspólny wyjazd w góry? – Zaproponowała Katy – Przydałby się nam chociaż krótki odpoczynek.
Alma wraz z Krisem zareagowali entuzjastycznie. Adam jedynie uśmiechnął się i kiwnął głową.
- Niezły pomysł.
Tyle jej się należy. Będziemy mieli dla siebie więcej czasu, zwłaszcza, że niedługo będzie nam go bardzo brakowało.
Rozmawiali jeszcze długo popijając drinki i dyskutując na przeróżne tematy dotyczące kultury, polityki oraz ostatnich wydarzeń w San Diego.
***
Zbliżała się północ. Kris zamroczony alkoholem oparł się o ramię Adama.
- Muszę złapać… powietrza – Wycedził, poklepując bruneta po plecach – Idziesz ze mną?
- Jasne – Odparł Lambert, po czym podtrzymując się stołu wstał i ruszył chwiejnym krokiem w stronę zamkniętych drzwi tarasu. Zimne powietrze dało ulgę rozgrzanym i spoconym ciałom.
- Przy… Przyjechałeś samochodem? – Spytał z uśmiechem Kris docierając do barierek. Musiał znaleźć jakiekolwiek oparcie, które nie pozwalało mu stracić równowagi.
- Taksówką… - Odparł Adam, biorąc głęboki oddech – Ty wiesz co…
- Mam tak cholerną ochotę na seks… - Kris przygryzł wargę i westchnął płytko  – Od dwóch dni nic się nie dzieje.
- Od dwóch dni? – Parsknął śmiechem brunet, podchodząc bliżej do przyjaciela – Ja nie spałem z Almą od ponad miesiąca.
Para zamglonych oczu otworzyła się szeroko – Da się tak?
- Nie potrzebuję tego… - Mruknął, stając twarzą w twarz z Krisem – Mam straszną tajemnicę i nie mogę się nią podzielić. Nawet nie wiesz, jak mi z tym ciężko…
- Mów. Zrozumiem, a jeśli nie, to do jutra zdążę zapomnieć – Zaśmiał się cicho, nawiązując kontakt z niebieskimi tęczówkami – Chodzi o Almę?
- Nie… - Westchnął brunet – O pracę.
- Ciągle pieprzysz o tej pracy! – Kris podniósł ton głosu – Mógłbyś o tym zapomnieć chociaż na chwilę?
- Chciałbym – Powiedział głośno, leniwie podnosząc powieki.
- Zostawiłem telefon w samochodzie. Chodź ze mną – Powiedział Allen, odwracając się w stronę schodów. Pokonanie dwunastu stopni było nie lada wyzwaniem. Gdyby nie poręcz, zejście okazałoby się niemożliwe. Śnieg skrzypiał pod ich stopami. Nagle bez powodu zaczęli się śmiać, pomagając sobie w drodze do granatowego Audi.
- Powodzenia – Zaśmiał się Lambert, kiedy Kris próbował wsunąć klucz do zamka, a każda próba kończyła się niepowodzeniem.
- Zamknij się – Odparł z uśmiechem Kris –Już prawie…
- Prawie…
- Jasna cholera! – Krzyknął, rzucając kluczem w maskę samochodu. Rozbrzmiał głuchy odgłos, przerywający panującą ciszę.
- Ciekawe jak go teraz znajdziesz… - Adam oparł się o karoserię. Kris odwrócił się tak gwałtownie, że stracił równowagę i wpadł prosto na tors bruneta. Przesunęli się po szybie, a po chwili runęli w śnieżną zaspę. Lambert poczuł ciężar masywnego ciała przygniatającego jego klatkę piersiową oraz brzuch. Choć jego oczy pozostały otwarte, nie docierał do nich żaden obraz. Zimno zmroziło rozgrzane plecy. Przebłysk świadomości podsunął mu wspomnienie dotyku miękkich warg przy jego uchu. Potrzebował tego. Chciał poczuć to jeszcze raz. Dłoń Lamberta odruchowo powędrowała na kark Krisa i przyciągnęła jego głowę do swojej. Wargi zderzyły się ze sobą boleśnie, a języki gwałtownie natarły na siebie, wypierając się wzajemnie z ust.
- Adam?! – Kris podniósł głos, siłą odrywając się od masywniejszego od siebie mężczyzny – Pojebało cię…
- Wiem… - Odrzekł, ponownie atakując Allena z jeszcze większą wściekłością.
Śnieg wdzierał się pod ich ubrania, przesiąkał przez zroszone potem koszule, głośne westchnienia i jęki przeplatały się ze sobą w symfonii pragnienia. Wargi nie śmiały zejść poniżej linii podbródka, lecz to wystarczało, by poziom ich adrenaliny sięgnął szczytu. Allen próbował się wyrywać, lecz każda próba spotykała się z jeszcze silniejszym atakiem.
- Przestań! – Wydyszał Kris – To jakieś pieprzone nieporozumienie…
Adam patrzył w zbłąkane, wystraszone oczy, po czym zaczął się śmiać. Podparł się na łokciach i łapał oddech, mrożący jego płuca.
- Znów będziesz chory… wstawaj – Allen wyciągnął rękę w kierunku przyjaciela. Brunet wstał i oparł się ponownie o karoserię samochodu.
Alma. Tommy. Alma…
Pieczenie pod powiekami przybrało na sile. Poczucie rzeczywistości powracało.
- To nigdy się nie wydarzyło. Puśćmy to w niepamięć – Rzekł oschłym tonem Kris. Tej nocy przesadził z alkoholem.
Zdradziłem ją. Zdradzam ją myślami z tym pieprzonym gówniarzem, a teraz…
Nie mógł dłużej kryć swojego rozgoryczenia. Poczuł nieprawdopodobnie duże poczucie winy i nienawiści do samego siebie. Zdał sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie potrzebuje kobiety, którą jak sądził – kochał. Nie sypia z nią dlatego, że nie ma potrzeby. Po prostu nie ona powinna stać przed nim naga. Nie potrafił jej pożądać. Po jego twarzy potoczyły się łzy bezsilności.
- To wszystko przez tego skurwysyna! – Uderzył pięścią w granatową blachę – To wszystko przez niego! Spieprzył całe moje życie i będzie to robił, dopóki nie dostanie wszystkiego!
- Adam! – Kris próbował przywrócić go do porządku – Uspokój się! O czym ty mówisz?!
- Ty i tak tego nie zrozumiesz. Nikt z was tego nie zrozumie – Odepchnął Allena na tyle mocno, że sam odbił się od karoserii samochodu. Ocierając łzy złości podszedł do jednej z taksówek na postoju nieopodal małego placu.
- I co?! Zostawisz teraz swoją kobietę?! Kolejny raz?! – Kris czuł, jak krzyk zdziera jego gardło – Wracaj tutaj! Jesteś niedojrzałym dupkiem! Nie potrafisz się o nic zatroszczyć!
- Chcę być sam! – Wrzasnął, zrzucając bezsilnie ręce z bioder – Nie wytrzymam tego dłużej. Muszę…
- Adam? – Usłyszał za plecami znajomy, łagodny ton głosu. Alma wraz z Katy zbliżały się do niego – Co się stało?
Nie potrafił spojrzeć jej w oczy. Nie potrafił powiedzieć prawdy. Może to tylko chwilowa obsesja spowodowana dużą ilością alkoholu? Na pewno. Rano wszystko wróci do normy i znów poczuje, że tylko Alma jest w stanie zapewnić mu szczęście.
- Przeziębisz się… - Powiedziała, troskliwie okrywając jego plecy marynarką – Czemu tak krzyczeliście?
- Drobne nieporozumienie. Nie masz się o co martwić – Rzekł, przytulając ją do swojego ciała. Poczuł, że musi jej dać to, czego nigdy nie zaznała. Musiał udowodnić, że kocha ją, jak nikt inny.
- Wróćmy do domu. Nie chcę dłużej tutaj być – Rzekł, prowadząc kobietę do taksówki. W geście pożegnania podniósł dłoń – Kris uczynił to samo. Po chwili zmierzali do swoich domów.
***
Przekręciła klucz w zamku, a drzwi uchyliły się z cichym skrzypnięciem. Kiedy przekroczyli próg mieszkania i zapalili światło, czarnowłosy przybił ją do ściany. Krzyknęła i zacisnęła powieki, a jej oddech przyspieszył.
- Boisz się mnie? – Spytał, sięgając do jej pleców. Zaczął rozpinać czarną sukienkę.
- Przestań… Jestem zmęczona, chcę spać.
Nie dbając o jej słowa zaczął całować miękkie wargi, których smaku już dawno zapomniał. Pieścił je łagodnie, z sekundy na sekundę dodając więcej pikanterii. Ugryzł ją boleśnie, przez co próbowała go od siebie odepchnąć. Bezskutecznie.
- Adam, proszę cię.
- Pozwól mi tylko spróbować. Nie zawiodę cię.
Jednym ruchem ściągnął z niej czarny materiał i natarł na jej ciało niemal tak gwałtownie jakby miał ją zaatakować. Ponownie krzyknęła; tym razem zasłonił jej usta. Zacisnęła zęby na jego skórze, aż poczuła pod językiem metaliczny posmak krwi. Syknął cicho, odsuwając dłoń. Patrzyli na siebie.
- Nie uciekasz.
Jej wargi drżały jak na chwilę przed uronieniem łez.
- Nigdy taki nie byłeś.
- Miła odmiana, co? - Powiedział niskim tonem głosu, po czym zrzucił z siebie koszulę. Alkohol zmącił jego umysł na tyle, że sam stracił zdrowy rozsądek. Wziął ją na ręce i zaprowadził do kuchni. Zrzucił ze stołu całą zastawę, na co ponownie zareagowała krzykiem. Podsadził ją na stół, agresywnie rozchylając uda. Ciekawość była silniejsza; bała się jedynie bólu. Spiesznie rozpiął spodnie i odchylił na bok jej jedwabną bieliznę. Wszedł w drobne, kobiece ciało powolnym, lecz zdecydowanym ruchem, aż spomiędzy malinowych warg wydobył się przeciągły jęk pełen bólu i podniecenia. Nigdy nie słyszał tego dźwięku. Złapał ją za biodra i przyciągnął do siebie, wchodząc jeszcze głębiej. Masywne palce wtopiły się w jasne włosy, druga dłoń zacisnęła się na drobnym udzie. Przyspieszył swoje ruchy, rozdzierając głośnymi westchnieniami panującą w domu ciszę. Nieprzytomnie patrzył w jej pełne zaskoczenia oczy. Wbił paznokcie w delikatną skórę, po czym zawyła i zderzyła się plecami z blatem stołu.
- Adam! – Krzyknęła, czując przeszywające ją dreszcze. Dyszała ciężko, mocno oplatając nogami jego biodra. Czuła spływający po jego plecach pot. Był tak agresywny, że niemal powodował ból. Silne emocje musiały znaleźć ujście. Swoje dłonie skierował na jej piersi.
Poczuła coś dziwnego; ciepłe, łagodne fale dreszczy ogarniały stopniowo jej ciało, aż nagle wszystkie mięśnie poddały się skurczom tak silnym, że oderwawszy się od stołu uderzyła w niego ponownie. Krzycząc i rozdrapując ramiona Adama niemal do krwi, wiła się i prężyła. Przeżywała swój pierwszy w życiu orgazm.
Adam w końcu poczuł, że ten moment. Odetchnął głośno, gdy podniecenie minęło najwyższy szczyt.  Pochylił się nad jej ciałem, kładąc rozgrzany policzek na miękkim brzuchu.
- Kocham cię… - Wycedziła.
Nie odpowiedział. Uśmiechnął się smutno, po czym przytulił ją łagodnie. Spędzili w tej pozycji kilka kolejnych chwil. Pomimo bardzo wrażliwego ciała, nie poczuła na swojej skórze słonych, ciepłych łez.

sobota, 2 lutego 2013

Odc. 5: Kuchnia



Witajcie! :) Na początku odpowiem na pytanie  ~aniaglambert1

Kiedy najpóźniej można spodziewać się nowego odcinka? (chodzi mi o dzień)?
Odcinki chciałabym dodawać co piątek, jednak natłok obowiązków sprawia, że nie mogę obiecywać jednej daty. Zwykle opóźnienie to 1, rzadziej 2 dni. :)

5. Kuchnia

Zmagania z chorobą trwały nadal, choć musiał przyznać – czuł się znacznie lepiej, niż tydzień temu, kiedy zasłabł w budynku zakładu karnego.
Adam zsunął nogi z kanapy i przeciągnął się leniwie. Zacisnął powieki, po czym wziął głęboki oddech. Alma właśnie przekroczyła próg pokoju.
- Powinieneś odpoczywać.
Całkowicie ignorując jej uwagę, odparł
- Niedługo bankiet. Powinniśmy pojechać na zakupy i znaleźć dla ciebie sukienkę.
Blondynka zmierzyła Lamberta niepewnym wzrokiem.
- Nie będę czuła się dobrze na takiej imprezie. Nie wiem czy powinnam iść.
- Nawet się nie wahaj. Poznasz ludzi, z którymi pracuję – Rzekł z ciepłym uśmiechem – Ostatnio dostałem premię. Możemy sobie pozwolić na małe błądzenie po sklepach.
Uśmiechnęła się, po czym wzruszyła ramionami – W porządku. Gdy poczujesz się lepiej, poszukamy czegoś właściwego.
***
Kris otrzymał dodatkowe zadanie. Ważne dla niego o tyle, że zlecone przez przyjaciela i najlepszego wspólnika. Wziął łyk gorącej kawy, po czym zapoznawał się z tematami na dzisiejszy wykład.
Co prawda ani sztuka ani literatura nie należały do ścisłego kręgu jego zainteresowań. Obiecał jednak spełnić zadaną mu prośbę z jednego powodu – nie chciał, by Adam wracał do pracy.
Odstawił ceramiczny kubek na blat błyszczącego stołu, po czym ruszył w kierunku sali wykładowej. Przekroczył jej próg, rzucając na więźniów pogardliwe spojrzenie. Nie miał w sobie tyle empatii i zrozumienia, co Adam. Jego zasady były jasno określone.
- Wizerunek femme fatale w sztuce i literaturze romantycznej Europy – Rzucił, podając listę na pierwszą ławkę – Wpisujcie się.
- Nigdy nie podpisujemy listy obecności – Zwrócił uwagę Max, który złapał kartkę w dłoń.
Allen zignorował jego słowa. Sięgnął do przygotowanych notatek, po czym zwrócił się ku reszcie.
- Słyszałem, że macie tutaj zdolnego kolegę – Rzekł głosem pełnym sarkazmu – Tommy, zgadza się?
Zapanowała cisza. Brązowe oczy szukały blondyna.
- Ratliff? – Powtórzył Kris, zakładając ręce na piersi. Nie było go. Opuścił wykłady, na które do tej pory przychodził. Czym mogło być to spowodowane?  Czyżby nieobecnością bruneta, który upierał się przy prowadzeniu sprawy, która spędzała mu sen z powiek?
- Przypilnuj ich – Rzekł do jednego ze służbistów, po czym opuścił salę i ruszył głównym korytarzem wiodącym do skrzydła aresztu śledczego.
Wątpił w resocjalizację, silnie bronioną przez Lamberta. Uważał, że ludzie z którymi przyszło im pracować przegrali w swoim życiu wszystko – i przegrali to bezpowrotnie. Z pewnością zignorowałby brak jednej, dwóch czy nawet dziesięciu osób na tej sali, ale nie tej, której nie mógł znieść najbardziej. Zacisnął dłonie w pięści i pokiwał głową. Czym jest to monstrum przerzucane między zakładami? Sam nie wiedział skąd bierze się nienawiść kierowana do właśnie tego człowieka. Być może dlatego, że chciał być jednym z prowadzących tę sprawę.
Dotarł w końcu do celi, której drzwi były nieco uchylone. Pomieszczenie było puste.
***
Zbliżała się godzina osiemnasta. Poszukiwania wieczorowej sukni zdały się na nic – żaden ze sklepów jednego z większych centrów handlowych w San Diego nie oferował nic, w czym Adam chciał zobaczyć Almę podczas zbliżającego się wydarzenia. Ułożył dłonie na jej ramionach, po czym spojrzał w oczy pełne rezygnacji.
- To ostatni sklep – Rzekł, wskazując na neonowy szyld – Tutaj wybierzemy coś świetnego. Dobrze?
Znacząco pokiwała głową. Ucałował jej czoło, a po chwili krążyli już między rzędami garsonek i kostiumów.
- Adam? – Spytała, łagodnym głosem, kierując swoją uwagę na skromną, czarną sukienkę sięgającą kolan.
Uniósł brew, po czym wzruszył ramionami – Nie chcesz czegoś bardziej…
- Nie – Odparła – Ta będzie dobra. Przymierzę – Rzekła z uśmiechem, po czym powędrowała w kierunku kabin.
Brunet usiadł na beżowej kanapie i sięgnął po telefon, by dowiedzieć się, która jest godzina. O dwudziestej musiał przyjąć kolejną dawkę antybiotyku, co wiązało się z tym, że niedługo muszą kierować się w stronę parkingu. Nim zdążył przekalkulować wydatki na najbliższy miesiąc, jego telefon zawibrował.
Kris.
Uniósł kąciki ust, po czym nacisnął zieloną słuchawkę. Jak się okazało, był to jego największy błąd.
- Odsyłałeś go do izolatki czy miał przepustkę?
Brunet zmarszczył brwi – O kogo pytasz?
- Ratliff. Nie ma go w celi – Ton jego głosu nigdy nie był bardziej poważny.
Niebieskie oczy otworzyły się szeroko. Serce zabiło dwukrotnie szybciej. Przez moment Adam miał wrażenie, że przestało bić zupełnie.
- Simon powinien wiedzieć.
- Oddzwonię – Rzekł Allen, kończąc rozmowę.
Adam wsunął telefon do kieszeni, po czym zerwał się z miejsca i podbiegł do jednej z kabin – Muszę jechać. Nagły wypadek – Zawołał, licząc, że blondynka go usłyszy.
Alma uchyliła drzwi – Chyba mnie teraz nie zostawisz?
W pośpiechu sięgnął do portfela, po czym wyciągnął plik banknotów – Weź taksówkę. I sukienkę. Muszę, przepraszam – Rzekł, widząc w jej oczach rozczarowanie i rozgoryczenie. Spuściła jedynie głowę, biorąc pieniądze.
Nie mówiąc nic więcej porwał się w kierunku drzwi ewakuacyjnych. Wybiegł wprost na parking, a po chwili siedział już w swoim samochodzie. Podróż do zakładu zajęła mu niecałe dziesięć minut.

W płucach zabrakło mu tchu. Czuł ból pod żebrami, a gorączka uderzyła w niego tak gwałtownie, że po skroniach popłynęły drobne strumienie zimnego potu.
- Adam! – Usłyszał zawołanie, po czym odwrócił się gwałtownie, dostrzegając Krisa.
- I co? – Spytał poddenerwowany, próbując opanować swój przyspieszony oddech.
- Simon oddelegował go do kuchni. Jasna cholera, czemu nikt mnie nie informuje o podstawowych sprawach?! – Krzyknął, skupiając na sobie uwagę innych pracowników – Idź do gówniarza i sprawdź, kto się nim zajmuje. A potem… wracaj do domu – Dodał oschle, odwracając się i ginąc w mroku korytarza.
Lambert rzucił na stół portiera płaszcz, po czym skierował się do kuchni, gdzie więźniowie pomagali w przygotowywaniu posiłków. Tommy? Tutaj? Musiał zajść komuś za skórę.  Pchnął drzwi i szedł w stronę ostatniego stołu, przy którym czuwał strażnik. Tuż przy nim stał ten człowiek, którego spodziewał się tam zastać.
Skuty kajdankami, ubrany w przybrudzony biały fartuch kroił wołowe organy, po czym wrzucał je do metalowej miski. Ściskał w dłoni rękojeść  tępego, srebrnego noża. Towarzyszyły mu spokój i cisza. Nie miał z kim rozmawiać, więc pogrążył się w najbardziej banalnej czynności, którą mógł wykonywać.
- Macie tutaj kabla. Chodzą słuchy, że twoja żonka będzie nas karmić – Rzekł Tommy, nie podnosząc wzroku na Adama. Każde jego słowo pełne było spokoju.
Czarnowłosy poczuł nieprzyjemny dreszcz, który towarzyszył mu przy każdym rozpoczętym z Ratliffem dialogu – Nie będziesz zwracał się do mnie w ten sposób.
Tommy uśmiechnął się łagodnie, tym razem patrząc przeszywająco w niebieskie tęczówki – Będę jadł jej z ręki.
Adam czuł gotującą się w jego żyłach krew. Spojrzał na strażnika.
- Izolatka na tydzień – Rzekł, wymierzając najbardziej surową karę.
Blondyn zareagował niemal machinalnie. Zacisnął palce na rękojeści noża, uniósł dłoń, po czym ze wszystkich sił wbił tępe ostrze w sam środek dużego, zwierzęcego serca. Krew trysnęła na fartuch oraz błękitną koszulę Adama, który cofnął się tak gwałtownie, że uderzył plecami w zimą ścianę. Koszula przykleiła się do jego spoconych pleców. Nim policjant zdążył zareagować, Tommy przeciągnął ostrzem po swoim języku, raniąc go nieznacznie. Z wargi spadły dwie czerwone krople, a trzecia zatrzymała się na moment i spłynęła po podbródku i szyi.
- Izolatka na tydzień? Raczej wizyta u higienisty i zwolnienie z prac na dwa dni – Odrzekł, zwycięsko się przy tym uśmiechając.
W głowie Adama, głęboko w jego nieświadomości ten obraz wywarł już swoje piętno. Czerwień zdobiąca bladą skórę, okrywającą rozwidlenia niebieskich żył, szaleństwo w brązowych oczach, chciwość  i pragnienie ukarania tych grzesznie rozchylonych warg, które w ironicznym uśmiechu drwiły z niego.
A gdyby ta krew należała do niego? Gdyby owad zatopił swoje żądło najgłębiej jak to możliwe, aż gęsta ciecz opuściłaby ciało, spazmatycznie rozlewając mlecznobiałą truciznę?
Oparł dłonie o stół i pochylił się. Ich twarze dzieliły centymetry. Wzrok Tommy’ego był bystry, wyrażający gotowość do ataku. Oczy Adama nie zdradzały za to żadnych emocji. Pełne były zwątpienia.
- Możesz okaleczać się do woli. Simon nie zareaguje na twoje próby – Rzekł obojętnie, mrużąc oczy – Zacząłeś grę, stawiając się na przegranej pozycji. Nie wykonuj żadnego ruchu, bo to jedyny właściwy manewr.
- Zugzwang? – Odparł Tommy, przełykając ślinę zmieszaną z pojedynczymi kroplami własnej krwi.
Dwa silne charaktery starły się ze sobą. Spojrzenia pożerały się wzajemnie.
- Mat – Odparł chłodno Adam, nie zrywając kontaktu wzrokowego. Rozłożył dłoń i wyciągnął ją w kierunku blondyna – Oddaj to.
Szczupła dłoń znalazła się nad tą masywniejszą. Chude palce posłusznie opuściły kawałek tępego metalu.
- Boisz się – Szepnął Tommy – Czytam jak z otwartej księgi. Masz dreszcze na plecach.
Lambert próbował opanować targające nim emocje. Wiedział, że to tylko manipulacja.
- Ostatni raz dreszcze na plecach miałem, gdy przeżywałem orgazm.
Blade wargi rozchyliły się, jednak nie wydały z siebie żadnego dźwięku. Tym razem na twarzy Adama zagościł uśmiech którego zabrakło Ratliffowi. Kiedy brunet szedł w kierunku drzwi, nadal czuł na sobie zaintrygowane spojrzenie. Tego właśnie oczekiwał.