niedziela, 19 maja 2013

Odc. 20: Zadanie



20. Zadanie 

Adam obudził się o wpół do dziesiątej. Dwa metry od jego twarzy stał stolik z małym budzikiem. Panująca cisza sprawiła, że chciał na dłużej pozostać w łóżku. Tego dnia słoneczne promienie oblały nieduży pokój należący do podrzędnego hostelu. Nie było miejsca na pochmurne niebo.
Brunet spróbował się poruszyć, lecz poczuł słodki ciężar na swoim boku. Dłoń. Uśmiechnął się pod nosem, spoglądając za siebie. Głębszy oddech. Szerszy uśmiech. Łagodnie odwrócił się w stronę Tommy’ego, przeczesał miękkie włosy, dotknął zaróżowionej skóry policzka. Ten widok pałał pełnią niewinności oraz zaufania. Nie docierało do niego w tym momencie, że chłopak u jego boku jest winny wszystkim zarzucanym mu przestępstwom. On? To nie do pomyślenia. Został uwikłany w plątaninę intryg i nie potrafi z niej wybrnąć. To wszystko…
Tommy, nie sądziłem, że kiedykolwiek pomyślę o tobie… pomyślę o tobie w ten sposób.
Zawodowa pasja przerodziła się w zwykłe pożądanie, a to…
Sam nie potrafię powiedzieć, dokąd prowadzi ta zgubna droga.
Nie odwróciłby wzroku nawet, gdyby ktoś mu rozkazał. Wpatrywał się w długie rzęsy kładące cienie na miękkiej skórze, na łagodnie rozchylone wargi tak rzadko proszące o pocałunek. Mimowolnie wspomniał Almę i poranki u jej boku. Zsuwał nogi z łóżka i czym prędzej zmierzał ku łazience, by zdążyć do pracy. Teraz, choć nie miał już nic, po raz pierwszy od tygodni poczuł tlące się w nim szczęście. Nie znał jego powodu. Po prostu czuł szybsze bicie swojego serca.
Rozległo się ciche pukanie do drzwi. Powieki natychmiastowo się uniosły.
- Chyba się nie wysypiasz, jeśli cały czas czuwasz…
Tommy momentalnie usiadł, zsuwając rękę z biodra Adama. Bez słowa podszedł do drzwi.
- Kto?
- Obsługa hotelowa.
Adam nie wstając z łóżka próbował usłyszeć fragment rozmowy.
„Brian jest w drodze” „Wie?” „Mike czeka. Spotkacie się z Hummingbirds” „Musisz zamknąć temat. Nie uciekaj”
Zaniepokojony zaczął łączyć usłyszane zdania. Jego przeczucia nie należały do zbyt optymistycznych. Po chwili Ratliff zaczął się ubierać.
- Za dwie minuty w głównym hallu – Rzekł, wchodząc do łazienki.
Lambert postanowił nie zadawać większej ilości pytań. Spiesznie włożył na siebie wczorajsze ubranie i zgodnie z poleceniem opuścił pokój, w którym przyszło mu spać minionej nocy. W głowie wciąż miał obrazy ze wspólnego prysznica. Zmrużył oczy, by na moment przypomnieć sobie rysy ciała, idealne linie, piękno zamknięte pod powłoką skóry. Zacisnął wargi. To z pewnością ostatnie sekundy ciszy w nadchodzącym tygodniu.
***
Pięć minut później zajmowali już tylne siedzenia czarnego vana. Adam czuł na sobie wzrok obcego chłopaka, który spoglądał na niego poprzez odbicie w lusterku. Tommy rzucił swoją kurtkę na przedni fotel i objął go dłońmi.
- Mamy jakiś cel?
- Dwie dziewczyny chcą do nas dołączyć.
Ratliff ze zdumieniem otworzył oczy – A wiedzą na kogo trafiły?
Nieznajomy uniósł brwi – Nie są głupie, jeśli podjęły się zadania, znając regulamin. Smakowity kąsek. Znają się na rzeczy.
- Damy im szansę. Jest coś jeszcze?
Chłopak ponownie spojrzał w lusterko, koncentrując uwagę na Adamie.
- Brian doniósł, że pozwoliłeś wykończyć jego chłopaka.
Brunet poczuł jak paraliżująco zimny dreszcz ogarnia jego ciało, a na skórze momentalnie pojawiają się krople potu. Milczał, słysząc świszczący oddech wydzierający się z jego płuc.
- Ty wiesz do czego on jest zdolny…
- Nie przede mną będziesz się tłumaczył – Odparł nieznajomy – Jestem ciekaw, w jaki sposób przedstawisz swojego nowego wspólnika. Jesteście na językach wszystkich z grona. Gliniarz? Wysoko mierzysz, Tommy. Jak zawsze.
Lambert po raz pierwszy skierował swój wzrok na blondyna. Cisza była najlepszym komentarzem na usłyszane słowa.
***
Adam ujrzał część budynku, przypominającego opuszczoną fabrykę. Minęło jedynie czterdzieści minut od opuszczenia hotelu, a już zdążył za nim zatęsknić. Bał się. Czuł strach przed spotkaniem z ludźmi, których jeszcze niedawno miałby za wrogów.
Cała trójka opuściła samochód i ruszyła w kierunku uchylonych drzwi, pokrytych rudą rdzą. Zaskrzypiały cicho przy niewielkim poruszeniu, wydając wysoki ton. Echo kroków rozbrzmiało, a oczom Adama ukazała się grupa blisko trzydziestu mężczyzn. Pięć twarzy znał – z kartotek, które wpadły mu w ręce. Wiedział, że jego skóra przybiera właśnie kolor pergaminu, a suche usta zaczynają pokrywać się pajęczyną pęknięć. Musiał szeroko otworzyć oczy i dzielnie kroczyć za Tommym. To jedna z tych gier, które należy prowadzić do końca.
- A oto i on – Rzekł jeden z grona – Ze swoją zdobyczą – Roześmiał się – Spójrzcie. Uwięziony w celi liczył na choćby jeden promień słońca. W końcu przybywa wybawienie! Brian decyduje się na trudne zadanie, a Tommy korzysta nie tylko ze zdobytej wolności, ale także bierze na warsztat towar, którego pragnie. Zawsze dążący do celu. Podobasz mi się – Mężczyzna położył dłoń na ramieniu blondyna – Powinienem ci dziękować, że chcesz wprowadzić taką postać do naszego grona.
- Jeszcze nie jest gotowy – Odparł Ratliff – Przygotowuję go.
- A Brian? – Spytał szatyn – Chyba ma ci za złe tę zdradę?
Ratliff pokręcił głową – Łączyły nas tylko sprawy Hummingbirds.
- I seks.
- Seks nie ma znaczenia.
- Jaki ty chłodny – Roześmiał się mężczyzna – Dla dziewczynki tego gościa też byłeś skurwysynem? – Spytał, mierząc wzrokiem Lamberta.
Adam stracił nad sobą kontrolę. Sekundę później broń zakleszczyła się między jego dłońmi.
- Jeszcze słowo na ten temat.
Mężczyzna na moment zamarł, by po chwili uśmiechnąć się w stronę Tommy’ego.
- Uczy się od ciebie. Sprawy mają się dobrze, ale naucz go pokory.
Ratliff odruchowo położył palce na lufie i opuścił ją do podłogi – Gdzie jest Brian? – Spytał, rozglądając się dookoła.
- Nie zdążył dojechać. Mam dla ciebie za to inną niespodziankę – Rzekł, wskazując na parę dziewczyn. Adam natychmiastowo zwrócił ku nim wzrok.  Tommy uniósł brew – To nie jest przedszkole. Znacie zasady?
Niemal każdy spojrzał na wysoką szatynkę, kroczącą w stronę Ratliffa. Miała na sobie czarną ramoneskę oraz przetarte jeansy. Włosy sięgały połowy pleców, twarzy nie zdobił za to nawet najmniejszy makijaż. Poruszała się z gracją, mimo że każdy krok wyrażał niepodważalną pewność siebie.
- Powinnaś chodzić po wybiegu, ślicznotko – Rzekł Ratliff, zakładając ręce na piersi – To nie miejsce dla ciebie.
- Czekaj – Wtrącił Adam, skupiając na sobie uwagę. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego łagodnie. Brunet rozchylił wargi, biorąc głębszy oddech – Daj jej szansę.
- A dlaczego miałbym to zrobić? Jestem za nią odpowiedzialny.
- Wezmę odpowiedzialność na siebie. Ta dziewczyna zdążyła porządnie namącić. Wychodziła cało z każdego oskarżenia.  
Brunetka uśmiechnęła się szerzej, ukazując rząd białych zębów.
- Jesteś z Las Vegas?
- Z San Diego – Odparł chłodno Adam – Ale słyszałem o tobie.
Para nieprzerwanie spoglądała na siebie. Ciszę przerwał lider grupy.
- Tommy, wyznaczysz im zadanie. Jeżeli chcesz oszczędzić swojego gliniarza, masz jeszcze miesiąc na przygotowanie go do pierwszego występu. Jeżeli wymięknie, podejmiemy słuszną decyzję. Zajmij się teraz uroczymi paniami.
Adam nerwowo zaciskał wargi. Blondyn niewzruszenie założył ręce na piersi i spojrzał na dziewczyny.
- Wskażę jednej z was, który to Brian. Sprawa jest banalna – Mówił, rozkładając ręce – Przekonacie go do wspólnej nocy we troje. Jestem pewien, że nie odmówi.
Mężczyźni zanieśli się śmiechem, natomiast siostry patrzyły wproste na Ratliffa.
- Brian jest… nienormatywny. To sadysta, który w łóżku będzie próbował was oszpecić, więzić albo pozabijać.  Ból będzie najłagodniejszym wrażeniem, jakiego zaznacie. Macie go zniewolić i zostawić po sobie solidny ślad, a on sam wyrazić na to zgodę.
Adam zmarszczył brwi – On nie jest zdolny do bycia uległym. Nie możesz im tego rozkazać.
- Gdzie znajdziemy tego… Briana? – Spytała jedna z nich. Tommy uśmiechnął się szeroko.
- Będzie tutaj lada moment.
Lambert nie wytrzymał kumulującej się w nim wściekłości. Podszedł do chłopaka i odsłonił jego plecy. Wystawił poranione, zabliźnione ciało na publiczny widok.
- Tego chcecie? Zapłacicie taką albo i większą stawkę za protekcję obcych wam ludzi?
Lider zwrócił się w stronę Ratliffa – On ci to zrobił?
Tommy uwolnił się z uścisku Adama, po czym cofnął się na kilka kroków.
- To moja prywatna sprawa.
- Prawie zabił dziecko w piwnicy. Pozwolisz, by zrobił to samo z kobietami? – Spytał, idąc w jego stronę.
- To ich decyzja! – Krzyknął Tommy.
- Panowie – Przerwał lider – Dajmy spokój tym kłótniom. Z Twoim kolegą, Tommy, jeszcze nie podamy sobie ręki. Jestem ciekaw, jak spisze się za miesiąc, ale widzę w nim duży potencjał. Znam tylko jedną osobę, która ci się stawiała.
- Pieprz się – Warknął Ratliff, kierując swój wzrok na siostry – Wchodzicie w to?
- Tak – Odparła bez zawahania szatynka.
W hali rozbrzmiało echo ciężko stawianych kroków. Adam nie musiał się odwracać, by wiedzieć, kto znajduje się za jego plecami.
- Właśnie, Tommy – Rzekł lider, sięgając ręką w kierunku Briana – Słyszałem niepokojące wieści. Wasza współpraca chyba nie ma się naj…
- Gliny – Powiedział głośno Ratliff, oglądając się za siebie. Kilka sekund później wszyscy usłyszeli narastający sygnał syren policyjnych.
- Heads na most, Feathers na ósemkę, Claws do loftów! – Zawołał lider. Adam rozejrzał się nerwowo dookoła. Podbiegł do Tommy’ego, który go odepchnął.
- Biegnij za nimi! – Wskazał na grupę zmierzającą w stronę wyjścia ewakuacyjnego.
- Tommy! Nie!
- To rozkaz! – Warknął Ratliff, odwracając się. Lambert ujrzał tylko jak wraz z Brianem znikają za chromowanymi drzwiami. Sam porwał się do ucieczki, jednak nie dołączył do żadnej z grup. Wybrał własną drogę. Serce w piersi biło jak oszalałe, strużki potu spływały po pulsujących skroniach, gdy wdrapywał się na niewysoki wał. Biegł przed siebie, w nieznane. W oddali zauważył most, na który mieli kierować się Heads. Spodziewał się spotkać tam kogoś z bractwa. Wyjrzał zza wału, by zorientować się, na ile jest tutaj bezpieczny. Nikt z dołu nie mógł go zobaczyć. Kiedy miał już poderwać się, by biec dalej, ujrzał Tommy’ego, który wraz  z Brianem biegli porośniętym wysokimi trawami pasem pola wiodącego aż do niedużego mostu. Ratliff zatrzymał się, Sisley po chwili też. Krótka wymiana zdań. Brian pobiegł dalej, zostawiając blondyna samego.
Most. Przejście pod mostem. To też pewien tunel.
Radiowozy zniknęły, musiały obrać inny kierunek. Udały się w stronę zachodnią, gdzie stoją trzy opuszczone fabryki. Adam spróbował ostrożnie ześlizgnąć się po wale. Syknął, gdy poczuł rozcięcie na udzie. Pobiegł przed siebie, ile sił starczyło mu w nogach. Widział oddalającą się postać Briana.
- Tommy! – Syknął głośno, podbiegając do roztrzęsionego chłopaka.
- Ten skurwysyn mnie zostawił! Widziałeś to?!
Adam odruchowo zasłonił usta blondyna całą dłonią i pchnął go w wysokie trawy. Upadli na suchą ziemię, słysząc zbliżające się syreny. Trzy auta przemknęły zaledwie kilka metrów od nich samych.
***
- Czysto! – Zawołał Kris, rozglądając się po hali, gdzie miały odbywać się nielegalne spotkania przestępczych grup i gangów.

niedziela, 12 maja 2013

Odc. 19: Oswojenie



Przybywam! Dzisiaj króciutki wstęp, bo znów mam opóźnienie.
Zapraszam do nowego, dłuższego niż dotąd opowiadania Rogogon „Szklanka na wpół pełna”. Nowe Adommy ma już dwa odcinki, polecam! 

Dziękuję za pozostawione komentarze, dodajecie mi sił i weny! :) Zapraszam.


19. Oswojenie

W piątkowe popołudnie Kris wyszedł z pracy dwie godziny wcześniej, by udać się do opuszczonego przez Adama i Almę domu. Przekroczył próg mieszkania i wziął głęboki oddech. Kurz pokrył cienką warstwą niemal każdy mebel. Pomięty koc, rozrzucone naczynia, wszystko zostało zatrzymane w jednej chwili. Brunet wszedł do kuchni i zaserwował sobie szklankę wody z kranu. Rozglądał się, wspominając chwile spędzone wraz z żoną w tym przytulnym, pełnym ciepła zakątku.
Zgodnie z prawem, za siedem lat ten dom pójdzie na licytację. Gdzie będzie wtedy Adam? Stanie się w pełni wolnym ptakiem, czy trafi za kratki, gdzie spędzi kolejne lata swojego życia? Czy Alma się odnajdzie? Poszukiwania przestępców przeniesiono do okolic Las Vegas, gdzie według pary świadków przebywa para podobna do poszukiwanych z portretów pamięciowych. Według Krisa to jedna wielka pomyłka. Tommy był zbyt inteligentny, a Adam zbyt wykwalifikowany i doświadczony, by mogli pozwolić sobie na choćby najmniejszy błąd.
- Duet idealny – Parsknął śmiechem na tę absurdalną, lecz prawdziwą myśl.
***
Podróż zmierzała ku końcowi. Adam otworzył oczy, wybudzając się z płytkiego snu. Podróż musiała trwać nie dłużej niż cztery godziny, ponieważ czarne niebo dopiero teraz zaczynało odsłaniać powłokę szarego błękitu. Samochód zaparkował.
- Zaraz wyśpisz się w łóżku – Rzekł Tommy, sięgając po portfel. Zamienił kilka kart kolejnością. Adam zmrużył powieki.
- To tutaj? – Spytał cicho, wskazując głową na nieduży, skromny hostel.
- Tak. Najlepiej nie odzywaj się ani słowem, kiedy będziemy przy rejestracji.
- Możesz na mnie liczyć – Odparł mechanicznie Adam, po czym wysiadł z auta. Na pobliskim parkingu znajdowało się kilka pojazdów, nie licząc rowerów przywiązanych do balustrady schodów. Brunet ruszył krok w krok za Tommym, upewniając się, czy wziął ze sobą broń. Poczuł jej szkielet pod materiałem grubej bluzy.
Przekroczyli próg drzwi. Mały hall oświetlony był rzędem jasnych żarówek umieszczonych pod sufitem. Za drewnianą ladą stała młoda dziewczyna, ubrana w granatową sukienkę. Tommy podszedł do niej, podając do ręki dowód tożsamości. Blondynka na moment uniosła wzrok, po czym odwróciła się w stronę kluczy. Wybrała jeden z nich, następnie odłożyła go wraz z kartą. Ratliff skinął głową, kładąc na blacie kopertę, skrywaną wcześniej w kieszeni kurtki. Zerknął na Adama i ruszył w stronę schodów wiodących na piętro.
- Hej – Szepnął brunet – Znacie się?
- Wiedziała, że tutaj trafimy.
- A to… bezpieczne?
- W granicach rozsądku każde szaleństwo jest bezpieczne – Ratliff wsunął klucz do zamka i przekręcił nim dwukrotnie. Po chwili mężczyźni zamknęli za sobą drzwi pokoju.
- Jesteś głodny? – Spytał blondyn – Jeśli czegoś potrzebujesz…
- Tylko gorącego prysznica. Niczego więcej – Rzekł Adam, rzucając na łóżko pistolet. Wszedł do łazienki i zamknął za sobą drzwi. Wziął głęboki oddech, gdy odczuł towarzyszącą mu ciszę. Odwrócił się, aby spojrzeć w lustro. Był znacznie szczuplejszy, jego utrzymane w nieładzie włosy rosły jakby szybciej. Oczy stały się bardziej wyraźne przez zapadnięte policzki. Niebieskie tęczówki błyszczały w nieostrym świetle lampy.
Sięgnął do krawędzi bluzy, po czym ściągnął ją jednym, zdecydowanym ruchem, następnie zaczął rozpinać beżową koszulę, która od ostatniego czasu była na niego za duża. Cienki materiał spłynął z szerokich ramion, odsłaniając tors oraz brzuch. Dłonie znalazły się w okolicach rozporka. Wsunął palce pod materiał bielizny i zdjął ją wraz z jeansami.
Drzwi uchyliły się.
Lambert ziewnął, zmierzając pod prysznic. Zasunął szklane drzwi i odkręcił kurki z wodą. Poczuł niesamowitą ulgę i ciepło, ogarniające całe jego ciało. Dreszcze. Uśmiech mimowolnie pojawił się na jego twarzy; czynność kiedyś tak banalna, dziś stanowiła istną rozkosz.
Ciekawe, czy Kris dostał list. Czy domyślił się, że to ja… Na pewno. Nie myśl o tym… Alma? Żyje? Jak wiele wie Tommy na ten temat, o ile ma jakiekolwiek pojęcie? Czemu nie odpowiada na moje pytania? Po co znów pogrążać się w tych myślach, daj sobie odpocząć…
Kolejny głęboki oddech. Adam oparł głowę o jedną ze ścian i zmrużył powieki. Drzwi kabiny otworzyły się, a brunet na moment wstrzymał powietrze, otwierając szeroko oczy.
- Jezu, ale mnie wystraszyłeś…
Tommy uśmiechnął się, po czym wzruszył ramionami – Nie pierwszy raz. Mogę dołączyć?
- Jasne.
Choć tej chwili nie towarzyszyło żadne erotyczne napięcie, brunet nie mógł się powstrzymać przed zerkaniem w stronę Ratliffa. Ukradkiem obserwował odsłaniające się szczupłe, blade ciało, którego w porywach namiętności tak bardzo pragnął. Odczytywał całą historię z licznych świeżych ran oraz gojących się blizn, zdobiących miękką skórę. Ostre oraz delikatniejsze linie sylwetki, proporcje ciała wpisanego okrąg i kwadrat człowieka witruwiańskiego. Spojrzenie brązowych oczu, kryjących w sobie ocean tajemnic. Łagodnie rozchylone usta, szepcące słowa namiętności, krzyczące frazy nienawiści.
- Wszystko gra? – Spytał Ratliff, odrywając bruneta od przemyśleń.
- T… tak. Chodź.
Nagość zroszona kroplami ciepłej wody nigdy nie wyglądała tak obłędnie. Czarnowłosy zwilżył językiem suche, spięte wargi. Nie rozumiał tej fascynacji. Wykraczała poza typowe pożądanie. Towarzyszyło jej coś silniejszego; niebezpiecznego jak obłęd. Patrzył, jak kosmyki jasnych włosów zaczynają oblepiać mokry policzek. Powieki zaciskały się co kilka chwil, chroniąc błyszczącą powierzchnię oczu przed wodą.
- Nawet nie usłyszałem, kiedy wszedłeś – Rzekł cicho Adam.
- Dlatego uczę cię ciszy, która pewnie zaczyna cię drażnić – Odparł Tommy – Za jakiś czas będziesz słyszał szum krwi, tętniącej w twoich żyłach.
- Wsłuchiwanie się w rytm bicia serca zdecydowanie mi wystarczy.
- Czyjego serca?
Adam łagodnie uniósł brwi – Swojego. A jest inna odpowiedź?
Tommy natychmiastowo pokręcił głową. Sięgnął po stojący w kącie kabiny szampon.
- Jakie są nasze najbliższe plany? – Spytał Lambert.
- Nie martw się o to. Teraz pozwól sobie na odpoczynek. Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie.
Adam otworzył oczy – Tak?
- Jak rozwiązałeś problem chłopaka w piwnicy?
Czuł ten sam strach, co wcześniej. Kilkukrotnie upewniał się, czy Brian na pewno śpi. Nie było więcej czasu. Ściskając w spoconej dłoni butelkę tabletek nasennych udał się w kierunku piwnicy. Przekręcił klucz wsunięty do zamka i pchnął drzwi. Zrobił kilka kroków do przodu, po czym zapalił światło. Serce w piersi biło jak oszalałe.
- Halo? – Spytał, rozglądając się dookoła. Kajdany były rozkute. Chłopak rozpłynął się w powietrzu.
- Jest tu ktoś? – Spytał ponownie. Dopiero po chwili usłyszał ciche szmery dochodzące zza płyty ustawionej w kącie pomieszczenia.
- Wyjdź. Ja się nie zbliżę i nie pomogę ci, jeśli nie udowodnisz, że jesteś bezbronny.
Chłopak posłusznie wyłonił się, ukazując Adamowi wychudzone ciało.
- Tylko tyle jestem w stanie dla ciebie zrobić – Rzekł Lambert, wciskając w dłonie butelkę leków – Wybacz mi. Też chciałbym być gdzieś indziej i mieć życie, na jakie zasługuję. Liczę, że nie podejmiesz skrajnej decyzji. Bądź dzielny – Dodał, poklepując młodego po ramieniu. Nie usłyszał odpowiedzi. Nieznajomy najprawdopodobniej był w stanie szoku. Niczym wystraszone zwierzę wrócił na swoje miejsce, kryjąc się za czarnym kawałkiem tektury. Adam czuł wewnętrzne rozdarcie. Gdyby tylko mógł, puściłby go wolno. Wiedząc, że nic więcej nie może zrobić, zgasił światło i opuścił piwnicę zamykając za sobą drzwi. Cichym krokiem ruszył w stronę podwórza, gdzie w starym samochodzie czekał na niego Tommy.
- To nie nasza sprawa – Rzekł blondyn – Nie myśl o tym więcej.
- Jak mogłeś? – Adam uniósł wzrok – Co cię skłoniło do życia z Brianem? To nie jest człowiek. To potwór, trupi cień. Ja jestem zupełnie inny, dlaczego mam wierzyć, że nie stoję w centrum wydarzeń, które na mnie czekają? Skąd mam mieć pewność, że nie skończę jak…
- Zmieniam się – Rzekł Tommy – Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale jak mam dać ci dowód?
- Po prostu mnie nie zabij – Mruknął Lambert.
Ratliff parsknął szczerym śmiechem – Nigdy tego nie zrobię.
- Mam wierzyć w przyrzeczenia psychopaty?
- Możesz wierzyć, w co chcesz. Może wydawałem Ci się patologicznym przypadkiem, ale musisz mi ufać.
- A mam inne wyjście? – Spytał Adam.
- Masz, a mimo tego nadal przy mnie jesteś. Istnieje sensowne wytłumaczenie? – Odparł Tommy. Poczuł na sobie wzrok niebieskich oczu. Choć wciąż dzieliła ich taka sama odległość, miał wrażenie, że zaraz momentalnie zmniejszy się ona do zera.
Pocałuj mnie wreszcie…
Brunet ani drgnął. Potrafił odnaleźć w sobie cierpliwość, której w tym momencie Tommy’emu zaczynało brakować. Chłopak oparł dłonie o tors drugiego i bez zastanowienia złączył z nim swoje wargi w najdelikatniejszym pocałunku, jakiego miał okazję spróbować. Po raz pierwszy w życiu zamiast zębów wbijających się w jego usta poczuł niesamowitą miękkość warg. Mimowolnie zmrużył powieki i odsunął się, by zaczerpnąć oddechu. Czuł się winny. Przecież byli sobie zakazani, a jedyna dozwolona bliskość musiała odznaczać się agresją. Blondyn poczuł silne dłonie, wiodące po jego ramionach, bokach, zatrzymujące się ostatecznie na linii bioder.
- Nie powinieneś traktować mnie w ten sposób – Wyszeptał w końcu.
- Nie jesteś rzeczą. Powinieneś to zrozumieć… - Odparł Adam, składając na miękkim policzku pocałunek. Przytulił do siebie poddane mu ciało. Czuł, że zaczyna je oswajać. W żadnym wypadku nie myślał o podporządkowaniu ani dominacji.
- Jesteś zmęczony? – Spytał, gładząc mokre kosmyki włosów.
Ratliff znacząco pokiwał głową – Źle znoszę długie podróże, zwłaszcza nocą. Pójdę już do łóżka… - Rzekł, wychodząc spod prysznica. Nie sięgnął nawet po ręcznik, gdy opuszczał łazienkę.
- Mogę powiedzieć prawdę, która najprawdopodobniej cię dotknie? – Spytał Lambert, wkraczając do pokoju.
Ratliff uniósł brew i łagodnie rozchylił wargi.
- W niczym nie przypominasz tego człowieka, jakim byłeś w więzieniu.
- To była maska.
- Ile ich masz?
- Nie doliczysz się.
Adam przechylił głowę – A pokazujesz kiedyś swoją prawdziwą twarz?
- To ty jesteś psychologiem. Powinieneś wiedzieć, kiedy jestem sobą – Rzekł z uśmiechem.
Lambert nie odpowiedział. Wpatrywał się w brązowe tęczówki, które po chwili zostały zasłonięte ciężkimi powiekami.
Tego wieczoru nie padło więcej słów. Trzy minuty później światła zgasły, a oni wpadli w ramiona Morfeusza.

niedziela, 5 maja 2013

Odc. 18: Hummingbirds



Ta majówka trwała zdecydowanie za krótko ;) Podzielacie moje zdanie?

Till, mam konto na twitterze, ale od dłuższego czasu używam go tylko do informowania o nowych odcinkach :) https://twitter.com/Marrrona



18. Hummingbirds

Samochód zatrzymał się na podwórzu. Chwilę później Adam przekroczył próg domu. Tommy spojrzał na zegarek. Zerwał się z fotela i podszedł do bruneta.
- Żadnych komplikacji?
- Żadnych – Odparł Adam, jednak Tommy nadal utrzymywał na nim swój wzrok – No co?
Ratliff spojrzał w niebieskie oczy.
- W jaki sposób go powstrzymałeś?
Lambert zmrużył powieki – A jakie ma to znaczenie? Mam nadzieję, że wykonałeś swoje zadanie.
- Przespałeś się z nim?
Adam roześmiał się – A co, może jesteś zazdrosny? – Spytał z uśmiechem.
Tommy zacisnął wargi ze skrywanej w głębi niego wściekłości.
- Nie mam powodów do zazdrości, bo nigdy nie będzie łączyło nas nic więcej niż współpraca.
- Wszystko wiesz najlepiej, gówniarzu. Muszę dotykać tego popaprańca, byś zrobił coś, o czym powiedzieć nie chcesz! – Wykrzyczał Adam, uderzając otwartą dłonią w tors blondyna – Jesteś niezdolny do jakichkolwiek uczuć i uważasz to za swoją przewagę? Tylko niezrównoważeni psychicznie nie znają sympatii ani miłości, więc nigdy więcej nie wmawiaj mi, że jesteś normalny. Jesteś jednym z przypadków, które powinienem leczyć do końca swoich dni!
Tommy wpatrywał się w błękit oczu, nie mogąc zdobyć się na żadne słowo.
- Dokąd to wszystko zmierza? – Adam rozłożył ręce – Gdzie się kończy ta cała popieprzona historia?
- Pomożesz mi w wykonaniu jednego zadania. Wtedy możesz pójść własną drogą – Rzekł oschle – Dziś w nocy wyjeżdżamy. Nie pakuj się, weź jedynie broń. Ani słowa Brianowi.
- Stop – Zaczął Adam – W piwnicy jest chłopak. Nie możemy go tam zostawić.
Ratliff spojrzał w kierunku bruneta – Jadę załatwiać swoje sprawy. Nie będę niańczył gówniarza, który wsadzał wszędzie, gdzie się da.
- Gdyby Brian wiedział, jak o nim mów…
- Zamknij się – Warknął blondyn – Przestań być złośliwy jak przedszkolak.
- Czemu ja mam się ciebie bać, co? – Spytał Adam – Zastrzelisz mnie? Nie, bo widzisz we mnie dobrą inwestycję w swoje plany. Postrzelisz? Też nie, bo jakakolwiek interwencja lekarzy zdemaskuje nas wszystkich.
- Doceń fakt, że traktuję cię na równi ze mną.
- Dziękuję. Wiele to dla mnie znaczy – Prychnął Adam, po czym skierował się w stronę schodów. Po chwili usłyszał skrzypnięcie drzwi. Odwrócił się.
- Proszę. Droga wolna – Rzekł Tommy, wskazując na podwórze – Nikt cię tutaj nie trzyma.
- I dokąd mam iść? – Spytał Adam – Mam ukrywać się w lesie, jak jakieś zwierzę?
- Więc nie mów, że niczego mi nie zawdzięczasz – Odparł Tommy, trzaskając drzwiami – Jesteśmy zdani na siebie, więc współpracujmy jak należy. Mam dosyć twojego szczekania. Jesteś mężczyzną. Zachowuj się, jak przystało na dorosłego faceta – Rzekł ze spokojem – Co do tego dzieciaka w piwnicy, masz jakiś pomysł?
Adam westchnął i przycisnął palce do powiek, które zdawały się być coraz cięższe.
- Nie wiem, nie… ech, nie wiem.
- Więc zastrzel go.
Adam poczuł paraliżująco zimny dreszcz przeszywający całe jego plecy. Podniósł głowę.
- Mam zabić niewinnego człowieka?
Tommy wzruszył ramionami – Prosty rachunek. Zdasz go na wolę Briana, który jest nieobliczalny i stał się jednym z powodów, dla których go teraz opuszczamy, albo dasz mu spokój. Nie wypuścimy go, bo to za duże zagrożenie. Nie stanie się jednym z nas, bo brak mu sił. Nie weźmiemy go ze sobą, bo to nie warunki na przewożenie zakładnika. To nie nasz problem, tylko tego popaprańca.
Brunet pokręcił głową i rozchylił usta. Wziął głębszy oddech i zrobił kilka kroków przed siebie. Ciężar przeniósł się na stopy, odmawiające mu posłuszeństwa.
- Dlaczego nie zlikwidujemy przyczyny?
- Bo ta przyczyna jeszcze nie wyrządziła szkody. Ale my nie mamy czasu na śledzenie jego poczynań.
- Mówiłeś, że nigdy nie zabiłeś człowieka, a mowa o tym przychodzi ci z łatwością.
Tommy wzruszył ramionami – Ja przedstawiam jedynie rozwiązania. Sam nie podejmę żadnej decyzji. Chcesz pomóc? Daj mu wybór.
Adam zmrużył oczy – Co to znaczy?
- Zanieś mu butelkę środków nasennych. Jeśli zechce żyć, przeżyje. Jeśli postanowi zakończyć swoje cierpienie, będzie miał możliwość.
Adam zacisnął wargi i przysiadł na jednym ze stopni schodów.
- Jesteśmy wolni, a nie możemy korzystać z tej wolności.
- Wolność nie istnieje. Nie jesteś odpowiedzialny za czyjeś błędy. Będę w pokoju, muszę przemyśleć naszą trasę i postoje. Droga nie jest daleka – Powiedział cicho Tommy, po czym powolnym krokiem skierował się w stronę pomieszczenia. Adam podparł głowę o ścianę i zmrużył oczy.
***
Kris siedział przy swoim biurku, wpatrując się w dokumenty, których jeszcze nie podpisał. Zegarek wskazywał dwudziestą pierwszą piętnaście. Allen wziął głębszy oddech. Odpowiedział cichym „wejść” na pukanie.
- Powinieneś być już z żoną – Powiedziała niska brunetka, kładąc na stole kopertę – Jakieś wieści w sprawie Almy?
Mężczyzna przecząco pokręcił głową – Jedynie ślady i poszlaki, nie mamy żadnych konkretnych wiadomości na ten temat.
- A Adam?
Kris spuścił wzrok.
- Wiesz jakim echem ta sprawa odbiła się w całym mieście, a zwłaszcza tutaj. Najbardziej szanowany w tym miejscu facet postradał zmysły. Masz swoje zdanie na ten temat?
- Nie chcę się wypowiadać – Rzekł Allen – Zostaw mnie, proszę.
Kobieta opuściła pomieszczenie, zostawiając bruneta samego  ze swoimi myślami. Zmęczone oczy długo wpatrywały się w kopertę podpisane maszynowym „do rąk własnych”. Rozciął papier i wyciągnął kartkę, również zadrukowaną atramentem.
Drogi przyjacielu,
Jest mi coraz trudniej. Mam wrażenie, że przyglądam się tej historii z boku, będąc jedynie kiepskim narratorem. Gdybym drugi raz miał dokonać wyboru, wolałbym zostać stracony. Wypełnia mnie dziwna pustka i strach, którego nie mogę przezwyciężyć. Jestem marionetką. Straciłem swoją twarz. Cóż mi pozostało? Wejść w tę skórę. Stać się jednym z nich. Ile bym dał, by przywrócić tamte dni choćby na moment. By czuć to, co nazywałem szczęściem. Wszystko jest tak względne i nieprzewidywalne. Dam radę.
Zacisnął wargi, czując jak pojedyncze łzy spływają po jego twarzy. Od czasu zaginięcia Adama, Kris nie podjął współpracy w duecie.
***
Lambert siedział w pokoju, gładząc swój pistolet. Wpatrywał się we wskazówki zegara wiszącego na ścianie. Ze zniecierpliwieniem odliczał minuty. Spodziewał się licznych kłótni i nieporozumień z Tommym, co wynikało z ich silnych, nieustępliwych charakterów. Wolę spędzić setki godzin u boku tego wariata, niż mieć własny pokój w domu Briana. Kiedy nadszedł czas, cichymi krokami skierował się w stronę wyjścia.
Chłodne powietrze zmroziło jego plecy skryte pod materiałem cienkiej kurtki. Bezgwiezdne, czarne sklepienie nieba sprawiało wrażenie pogrążonego w smutku świata. Adam spojrzał na samochód. Miejsce kierowcy było już zajęte, więc otworzył drzwi i usiadł obok. Ciszę przerwał warkot silnika. Ruszyli przed siebie krętą, wąską drogą. Noc była cicha i spokojna.

2 godziny później
- Widzę, że humor ci nie dopisuje – Rzekł Tommy, wpatrując się w drogę przed sobą – Porozmawiajmy.
- O czym? – Mruknął Adam.
- Temat, którego nie da się wyczerpać?
- Seks?
Ratliff roześmiał się – Celny strzał. Zaczynaj.
- Robiłeś to kiedyś z miłości? – Spytał Adam, kierując wzrok ku blondynowi. Tommy zmarszczył czoło i wzruszył ramionami.
- Nie. Nigdy nie byłem w tym stanie.
- To niemożliwe. Nigdy nie kochałeś?
- Nigdy.
Zapadła długa cisza, skłaniająca ich do refleksji.
- Jak to jest? – Spytał Tommy – Co wtedy czujesz?
Adam zaśmiał się pod nosem – Niewyobrażalne szczęście. Upojenie – Westchnął – Nic dookoła się nie liczy.
- Nie kochałeś Almy, prawda? – Spytał Ratliff, zmniejszając prędkość jazdy – Podasz mi papierosy? Są w skrytce.
Adam wyciągnął paczkę, po czym wyjął pojedynczą sztukę i przekazał ją między palce Tommy’ego.
- Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Przez długi czas uważałem, że mam idealne życie. Praca, dom, ułożona kobieta. Chciałem jedynie wygodnie żyć, nie potrzebowałem miłości – jedynie wsparcia. Od kiedy pojawiłeś się ty, wszystko się zmieniło. Pogubiłem się w sieci własnych pożądań. Zgubiłeś mnie.
- Ty mnie także.
- Nie pieprz głupot Tommy, ty żyłeś w ten sposób, oddychałeś krzyżowaniem ludzkich planów.
- Zgadza się – Przerwał Ratliff – Ale z tobą było inaczej. Wróciłem, a nigdy wcześniej tego nie zrobiłem. Pociągałeś mnie swoją siłą i inteligencją. Złamałem obietnicę daną Brianowi. Potrzebowałem cię. Nie było innego sposobu, by mieć cię przy sobie.
-…więc posunąłeś się aż tak daleko?
Tommy na moment zwrócił wzrok ku Adamowi – Wszyscy jesteśmy egoistami zdanymi na niełaskę innych. Trafiłem do więzienia przez chłopaka, który chciał z nami działać. Nasłał na mnie gliny, bo nie pomogłem mu w wykonaniu zadania, przez co bractwo go odrzuciło.
Adam zmarszczył brwi – Bractwo? I co to było za zadanie?
- Bractwo, do którego wraz z Brianem należymy. Hummingbirds. Każdy nowy członek bractwa musi wykonać zlecone zadanie. Jeżeli spełni wszystkie warunki, zostanie przyjęty. Jeżeli popełni choćby jeden błąd, ślad o nim zanika. Pytasz o zadanie? Miał przekazać kobietę w ręce człowieka, który wygrał licytację.
- Jezu Chryste.
- Nie wziąłem w tym udziału, bo to niezgodne z moją etyką. Chłopak uciekł, dwa dni później trafiłem do Chula Vista.
Adam rozpiął pasy – Jakie są korzyści z przynależności do bractwa?
Tommy wzruszył ramionami – Przede wszystkim ochrona. Brian podjął się odbicia mnie z waszych rąk. Chętnych do podejmowania misji nie brakuje, bo to podnosi twoją rangę. Łatwiejszy dostęp do fałszywych dokumentów, więcej znajomości, lepsza broń.
- Czym dokładnie się zajmujecie?
- Działamy na zlecenie ludzi z zewnątrz. Żaden z nas nie ma szans na normalne życie, więc połączyliśmy siły, by mieć jakąkolwiek wolę walki o kolejny dzień.
- W jaki sposób mogę dołączyć do Hummingbirds? – Spytał Adam.
Tommy uśmiechnął się pod nosem – Na razie nie jesteś gotowy. Zadania nie są łatwe. Jeszcze nie odnajdujesz się w tym świecie. Potrzeba czasu i rozwagi.
Adam patrzył przed siebie. W końcu odważył się postawić pytanie.
- Pamiętasz swoje zadanie?
- Niełatwo o nim zapomnieć.
- Powiesz mi?
- Nie mogę. Wybacz.
Zapadła grobowa cisza.
- Jak rozwiązałeś sprawę tego dzieciaka w piwnicy Briana?
- Wybacz – Odparł z przekąsem Adam – Nie mogę powiedzieć.
Tommy uśmiechnął się pod nosem. Minęli hotel, którego neonowy szyld oświetlił czerwonym blaskiem asfalt jezdni.