sobota, 9 lutego 2013

Odc. 6: Bankiet.

Dziękuję za komentarze! :) <3
Zapraszam do kolejnej części.

6. Bankiet

Adam usiadł na czarnej sofie i wziął głębszy oddech. Poluzował nieco krawat, po czym sięgnął po pierwszą z brzegu gazetę. Przeglądał ilustracje, by zająć swój czas i być może – by oderwać się od prześladujących go wspomnień.
Przydzielani mu przestępcy popełniali przestępstwa głównie na tle seksualnym, bądź miewali takie fantazje. Wysłuchiwał tych okrutnych, ponurych opowieści, zwykle czując w chrapliwych głosach pogrążenie czy szaleństwo. Uciekali wzrokiem, po ich twarzach płynęły łzy, uderzali pięściami w blat stołu.
Ale Tommy był inny.
Nie mówił wiele, choć jeśli już coś z siebie wydusił to trafiał w samo sedno. Dokumenty ze szczegółowym opisem jego przeszłości zostały zwrócone do zakładu. Do czasu ich otrzymania, chłopak nadal będzie tajemnicą.
Adam poczuł suchość w gardle i skierował się do kuchni. Przezroczysta ciecz wypełniła szklankę. Nim zdążył zbliżyć ją do ust, w pomieszczeniu rozległ się powolny stukot obcasów. Momentalnie zwrócił wzrok w stronę Almy.
- Jesteś gotowa? – Spytał i zmierzył ją wzrokiem – Taksówka czeka.
- Spodziewałam się usłyszeć, że… ach, nieważne – Odparła, a z jej twarzy zniknął nikły uśmiech.
- A… - Brunet zająkał się – Ślicznie wyglądasz. Dobry wybór, jeśli chodzi o sukienkę. I buty – Dodał z uśmiechem, po czym podszedł do niższej od siebie kobiety – Jesteśmy spóźnieni. Chodźmy już.
***
Rozświetlona sala mieściła blisko stu gości. Adam znał większość z nich, jednak z pracownikami pozostałych jednostek wymienił w życiu może dwa słowa. Objął Almę w pasie i powoli szedł przed siebie, szukając wzrokiem najbliższych znajomych. Alma za to spoglądała na inne kobiety; z niesmakiem odwracała wzrok na widok odważnych krojów eleganckich sukni czy odkrytych dekoltów. Nie wypowiadała uwag na głos, czekała na ewentualne reakcje bruneta.
- Kris! – Zawołał z uśmiechem, po czym szybkim krokiem podszedł do przyjaciela. Ten spojrzał mu w oczy i niechętnie wyciągnął dłoń.
- Gratuluję – Rzekł oschle, po czym zacisnął wargi.
Spoglądali po sobie raz po raz. Czarnowłosy uniósł brew, po czym uśmiechnął się niepewnie.
- Dostałem podwyżkę?
- Nie. Coś znacznie cenniejszego. A właściwie to kogoś.
Wargi rozchyliły się w niemym geście. Ciało zalała fala gorąca, a rumieniec wstąpił na blade policzki.
- Żartujesz? – Wydusił z siebie.
- Simon nie ma czasu – Kris nie ukrywał swojego rozgoryczenia – Chce, żebyś mu pomógł. Zwłaszcza, że Tommy napisał podanie o to, byś był jego opiekunem. Uargumentował swoją prośbę tym, że potrafisz dobrze się z nim porozumieć i wierzy, że zresocjalizuje się przy tobie.
- Kłamstwo – Parsknął śmiechem Adam – On wcale ze mną nie rozmawia.
Allen zignorował ten temat, po czym przywitał się z Almą.
- O co chodzi? – Spytała w końcu. Mężczyźni wymienili spojrzenia.
- O nic – Rzekł Lambert – Sprawy zawodowe. Przejdźmy do baru – Zaproponował w końcu, by wszelkie emocje opadły.
Sącząc drinka nie myślał o niczym innym. Miał już plany względem Tommy’ego i niemal wszystkie mógł teraz prawnie zrealizować. Będzie mógł przebywać w jego otoczeniu częściej. Przez myśl przeszło mu co na to powie jasnowłosa kobieta, siedząca tuż przy nim, wiernie czekająca aż wróci z pracy każdego dnia. Wziął łyk alkoholu, a słodki smak wypełnił jego usta.
Alma zrozumie, że to może być przełomowy okres w karierze zawodowej Adama. Musiałaby wykazać się egoizmem, gdyby robiła mu problemy. Z resztą to do niej niepodobne.
- Co powiecie na wspólny wyjazd w góry? – Zaproponowała Katy – Przydałby się nam chociaż krótki odpoczynek.
Alma wraz z Krisem zareagowali entuzjastycznie. Adam jedynie uśmiechnął się i kiwnął głową.
- Niezły pomysł.
Tyle jej się należy. Będziemy mieli dla siebie więcej czasu, zwłaszcza, że niedługo będzie nam go bardzo brakowało.
Rozmawiali jeszcze długo popijając drinki i dyskutując na przeróżne tematy dotyczące kultury, polityki oraz ostatnich wydarzeń w San Diego.
***
Zbliżała się północ. Kris zamroczony alkoholem oparł się o ramię Adama.
- Muszę złapać… powietrza – Wycedził, poklepując bruneta po plecach – Idziesz ze mną?
- Jasne – Odparł Lambert, po czym podtrzymując się stołu wstał i ruszył chwiejnym krokiem w stronę zamkniętych drzwi tarasu. Zimne powietrze dało ulgę rozgrzanym i spoconym ciałom.
- Przy… Przyjechałeś samochodem? – Spytał z uśmiechem Kris docierając do barierek. Musiał znaleźć jakiekolwiek oparcie, które nie pozwalało mu stracić równowagi.
- Taksówką… - Odparł Adam, biorąc głęboki oddech – Ty wiesz co…
- Mam tak cholerną ochotę na seks… - Kris przygryzł wargę i westchnął płytko  – Od dwóch dni nic się nie dzieje.
- Od dwóch dni? – Parsknął śmiechem brunet, podchodząc bliżej do przyjaciela – Ja nie spałem z Almą od ponad miesiąca.
Para zamglonych oczu otworzyła się szeroko – Da się tak?
- Nie potrzebuję tego… - Mruknął, stając twarzą w twarz z Krisem – Mam straszną tajemnicę i nie mogę się nią podzielić. Nawet nie wiesz, jak mi z tym ciężko…
- Mów. Zrozumiem, a jeśli nie, to do jutra zdążę zapomnieć – Zaśmiał się cicho, nawiązując kontakt z niebieskimi tęczówkami – Chodzi o Almę?
- Nie… - Westchnął brunet – O pracę.
- Ciągle pieprzysz o tej pracy! – Kris podniósł ton głosu – Mógłbyś o tym zapomnieć chociaż na chwilę?
- Chciałbym – Powiedział głośno, leniwie podnosząc powieki.
- Zostawiłem telefon w samochodzie. Chodź ze mną – Powiedział Allen, odwracając się w stronę schodów. Pokonanie dwunastu stopni było nie lada wyzwaniem. Gdyby nie poręcz, zejście okazałoby się niemożliwe. Śnieg skrzypiał pod ich stopami. Nagle bez powodu zaczęli się śmiać, pomagając sobie w drodze do granatowego Audi.
- Powodzenia – Zaśmiał się Lambert, kiedy Kris próbował wsunąć klucz do zamka, a każda próba kończyła się niepowodzeniem.
- Zamknij się – Odparł z uśmiechem Kris –Już prawie…
- Prawie…
- Jasna cholera! – Krzyknął, rzucając kluczem w maskę samochodu. Rozbrzmiał głuchy odgłos, przerywający panującą ciszę.
- Ciekawe jak go teraz znajdziesz… - Adam oparł się o karoserię. Kris odwrócił się tak gwałtownie, że stracił równowagę i wpadł prosto na tors bruneta. Przesunęli się po szybie, a po chwili runęli w śnieżną zaspę. Lambert poczuł ciężar masywnego ciała przygniatającego jego klatkę piersiową oraz brzuch. Choć jego oczy pozostały otwarte, nie docierał do nich żaden obraz. Zimno zmroziło rozgrzane plecy. Przebłysk świadomości podsunął mu wspomnienie dotyku miękkich warg przy jego uchu. Potrzebował tego. Chciał poczuć to jeszcze raz. Dłoń Lamberta odruchowo powędrowała na kark Krisa i przyciągnęła jego głowę do swojej. Wargi zderzyły się ze sobą boleśnie, a języki gwałtownie natarły na siebie, wypierając się wzajemnie z ust.
- Adam?! – Kris podniósł głos, siłą odrywając się od masywniejszego od siebie mężczyzny – Pojebało cię…
- Wiem… - Odrzekł, ponownie atakując Allena z jeszcze większą wściekłością.
Śnieg wdzierał się pod ich ubrania, przesiąkał przez zroszone potem koszule, głośne westchnienia i jęki przeplatały się ze sobą w symfonii pragnienia. Wargi nie śmiały zejść poniżej linii podbródka, lecz to wystarczało, by poziom ich adrenaliny sięgnął szczytu. Allen próbował się wyrywać, lecz każda próba spotykała się z jeszcze silniejszym atakiem.
- Przestań! – Wydyszał Kris – To jakieś pieprzone nieporozumienie…
Adam patrzył w zbłąkane, wystraszone oczy, po czym zaczął się śmiać. Podparł się na łokciach i łapał oddech, mrożący jego płuca.
- Znów będziesz chory… wstawaj – Allen wyciągnął rękę w kierunku przyjaciela. Brunet wstał i oparł się ponownie o karoserię samochodu.
Alma. Tommy. Alma…
Pieczenie pod powiekami przybrało na sile. Poczucie rzeczywistości powracało.
- To nigdy się nie wydarzyło. Puśćmy to w niepamięć – Rzekł oschłym tonem Kris. Tej nocy przesadził z alkoholem.
Zdradziłem ją. Zdradzam ją myślami z tym pieprzonym gówniarzem, a teraz…
Nie mógł dłużej kryć swojego rozgoryczenia. Poczuł nieprawdopodobnie duże poczucie winy i nienawiści do samego siebie. Zdał sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie potrzebuje kobiety, którą jak sądził – kochał. Nie sypia z nią dlatego, że nie ma potrzeby. Po prostu nie ona powinna stać przed nim naga. Nie potrafił jej pożądać. Po jego twarzy potoczyły się łzy bezsilności.
- To wszystko przez tego skurwysyna! – Uderzył pięścią w granatową blachę – To wszystko przez niego! Spieprzył całe moje życie i będzie to robił, dopóki nie dostanie wszystkiego!
- Adam! – Kris próbował przywrócić go do porządku – Uspokój się! O czym ty mówisz?!
- Ty i tak tego nie zrozumiesz. Nikt z was tego nie zrozumie – Odepchnął Allena na tyle mocno, że sam odbił się od karoserii samochodu. Ocierając łzy złości podszedł do jednej z taksówek na postoju nieopodal małego placu.
- I co?! Zostawisz teraz swoją kobietę?! Kolejny raz?! – Kris czuł, jak krzyk zdziera jego gardło – Wracaj tutaj! Jesteś niedojrzałym dupkiem! Nie potrafisz się o nic zatroszczyć!
- Chcę być sam! – Wrzasnął, zrzucając bezsilnie ręce z bioder – Nie wytrzymam tego dłużej. Muszę…
- Adam? – Usłyszał za plecami znajomy, łagodny ton głosu. Alma wraz z Katy zbliżały się do niego – Co się stało?
Nie potrafił spojrzeć jej w oczy. Nie potrafił powiedzieć prawdy. Może to tylko chwilowa obsesja spowodowana dużą ilością alkoholu? Na pewno. Rano wszystko wróci do normy i znów poczuje, że tylko Alma jest w stanie zapewnić mu szczęście.
- Przeziębisz się… - Powiedziała, troskliwie okrywając jego plecy marynarką – Czemu tak krzyczeliście?
- Drobne nieporozumienie. Nie masz się o co martwić – Rzekł, przytulając ją do swojego ciała. Poczuł, że musi jej dać to, czego nigdy nie zaznała. Musiał udowodnić, że kocha ją, jak nikt inny.
- Wróćmy do domu. Nie chcę dłużej tutaj być – Rzekł, prowadząc kobietę do taksówki. W geście pożegnania podniósł dłoń – Kris uczynił to samo. Po chwili zmierzali do swoich domów.
***
Przekręciła klucz w zamku, a drzwi uchyliły się z cichym skrzypnięciem. Kiedy przekroczyli próg mieszkania i zapalili światło, czarnowłosy przybił ją do ściany. Krzyknęła i zacisnęła powieki, a jej oddech przyspieszył.
- Boisz się mnie? – Spytał, sięgając do jej pleców. Zaczął rozpinać czarną sukienkę.
- Przestań… Jestem zmęczona, chcę spać.
Nie dbając o jej słowa zaczął całować miękkie wargi, których smaku już dawno zapomniał. Pieścił je łagodnie, z sekundy na sekundę dodając więcej pikanterii. Ugryzł ją boleśnie, przez co próbowała go od siebie odepchnąć. Bezskutecznie.
- Adam, proszę cię.
- Pozwól mi tylko spróbować. Nie zawiodę cię.
Jednym ruchem ściągnął z niej czarny materiał i natarł na jej ciało niemal tak gwałtownie jakby miał ją zaatakować. Ponownie krzyknęła; tym razem zasłonił jej usta. Zacisnęła zęby na jego skórze, aż poczuła pod językiem metaliczny posmak krwi. Syknął cicho, odsuwając dłoń. Patrzyli na siebie.
- Nie uciekasz.
Jej wargi drżały jak na chwilę przed uronieniem łez.
- Nigdy taki nie byłeś.
- Miła odmiana, co? - Powiedział niskim tonem głosu, po czym zrzucił z siebie koszulę. Alkohol zmącił jego umysł na tyle, że sam stracił zdrowy rozsądek. Wziął ją na ręce i zaprowadził do kuchni. Zrzucił ze stołu całą zastawę, na co ponownie zareagowała krzykiem. Podsadził ją na stół, agresywnie rozchylając uda. Ciekawość była silniejsza; bała się jedynie bólu. Spiesznie rozpiął spodnie i odchylił na bok jej jedwabną bieliznę. Wszedł w drobne, kobiece ciało powolnym, lecz zdecydowanym ruchem, aż spomiędzy malinowych warg wydobył się przeciągły jęk pełen bólu i podniecenia. Nigdy nie słyszał tego dźwięku. Złapał ją za biodra i przyciągnął do siebie, wchodząc jeszcze głębiej. Masywne palce wtopiły się w jasne włosy, druga dłoń zacisnęła się na drobnym udzie. Przyspieszył swoje ruchy, rozdzierając głośnymi westchnieniami panującą w domu ciszę. Nieprzytomnie patrzył w jej pełne zaskoczenia oczy. Wbił paznokcie w delikatną skórę, po czym zawyła i zderzyła się plecami z blatem stołu.
- Adam! – Krzyknęła, czując przeszywające ją dreszcze. Dyszała ciężko, mocno oplatając nogami jego biodra. Czuła spływający po jego plecach pot. Był tak agresywny, że niemal powodował ból. Silne emocje musiały znaleźć ujście. Swoje dłonie skierował na jej piersi.
Poczuła coś dziwnego; ciepłe, łagodne fale dreszczy ogarniały stopniowo jej ciało, aż nagle wszystkie mięśnie poddały się skurczom tak silnym, że oderwawszy się od stołu uderzyła w niego ponownie. Krzycząc i rozdrapując ramiona Adama niemal do krwi, wiła się i prężyła. Przeżywała swój pierwszy w życiu orgazm.
Adam w końcu poczuł, że ten moment. Odetchnął głośno, gdy podniecenie minęło najwyższy szczyt.  Pochylił się nad jej ciałem, kładąc rozgrzany policzek na miękkim brzuchu.
- Kocham cię… - Wycedziła.
Nie odpowiedział. Uśmiechnął się smutno, po czym przytulił ją łagodnie. Spędzili w tej pozycji kilka kolejnych chwil. Pomimo bardzo wrażliwego ciała, nie poczuła na swojej skórze słonych, ciepłych łez.

sobota, 2 lutego 2013

Odc. 5: Kuchnia



Witajcie! :) Na początku odpowiem na pytanie  ~aniaglambert1

Kiedy najpóźniej można spodziewać się nowego odcinka? (chodzi mi o dzień)?
Odcinki chciałabym dodawać co piątek, jednak natłok obowiązków sprawia, że nie mogę obiecywać jednej daty. Zwykle opóźnienie to 1, rzadziej 2 dni. :)

5. Kuchnia

Zmagania z chorobą trwały nadal, choć musiał przyznać – czuł się znacznie lepiej, niż tydzień temu, kiedy zasłabł w budynku zakładu karnego.
Adam zsunął nogi z kanapy i przeciągnął się leniwie. Zacisnął powieki, po czym wziął głęboki oddech. Alma właśnie przekroczyła próg pokoju.
- Powinieneś odpoczywać.
Całkowicie ignorując jej uwagę, odparł
- Niedługo bankiet. Powinniśmy pojechać na zakupy i znaleźć dla ciebie sukienkę.
Blondynka zmierzyła Lamberta niepewnym wzrokiem.
- Nie będę czuła się dobrze na takiej imprezie. Nie wiem czy powinnam iść.
- Nawet się nie wahaj. Poznasz ludzi, z którymi pracuję – Rzekł z ciepłym uśmiechem – Ostatnio dostałem premię. Możemy sobie pozwolić na małe błądzenie po sklepach.
Uśmiechnęła się, po czym wzruszyła ramionami – W porządku. Gdy poczujesz się lepiej, poszukamy czegoś właściwego.
***
Kris otrzymał dodatkowe zadanie. Ważne dla niego o tyle, że zlecone przez przyjaciela i najlepszego wspólnika. Wziął łyk gorącej kawy, po czym zapoznawał się z tematami na dzisiejszy wykład.
Co prawda ani sztuka ani literatura nie należały do ścisłego kręgu jego zainteresowań. Obiecał jednak spełnić zadaną mu prośbę z jednego powodu – nie chciał, by Adam wracał do pracy.
Odstawił ceramiczny kubek na blat błyszczącego stołu, po czym ruszył w kierunku sali wykładowej. Przekroczył jej próg, rzucając na więźniów pogardliwe spojrzenie. Nie miał w sobie tyle empatii i zrozumienia, co Adam. Jego zasady były jasno określone.
- Wizerunek femme fatale w sztuce i literaturze romantycznej Europy – Rzucił, podając listę na pierwszą ławkę – Wpisujcie się.
- Nigdy nie podpisujemy listy obecności – Zwrócił uwagę Max, który złapał kartkę w dłoń.
Allen zignorował jego słowa. Sięgnął do przygotowanych notatek, po czym zwrócił się ku reszcie.
- Słyszałem, że macie tutaj zdolnego kolegę – Rzekł głosem pełnym sarkazmu – Tommy, zgadza się?
Zapanowała cisza. Brązowe oczy szukały blondyna.
- Ratliff? – Powtórzył Kris, zakładając ręce na piersi. Nie było go. Opuścił wykłady, na które do tej pory przychodził. Czym mogło być to spowodowane?  Czyżby nieobecnością bruneta, który upierał się przy prowadzeniu sprawy, która spędzała mu sen z powiek?
- Przypilnuj ich – Rzekł do jednego ze służbistów, po czym opuścił salę i ruszył głównym korytarzem wiodącym do skrzydła aresztu śledczego.
Wątpił w resocjalizację, silnie bronioną przez Lamberta. Uważał, że ludzie z którymi przyszło im pracować przegrali w swoim życiu wszystko – i przegrali to bezpowrotnie. Z pewnością zignorowałby brak jednej, dwóch czy nawet dziesięciu osób na tej sali, ale nie tej, której nie mógł znieść najbardziej. Zacisnął dłonie w pięści i pokiwał głową. Czym jest to monstrum przerzucane między zakładami? Sam nie wiedział skąd bierze się nienawiść kierowana do właśnie tego człowieka. Być może dlatego, że chciał być jednym z prowadzących tę sprawę.
Dotarł w końcu do celi, której drzwi były nieco uchylone. Pomieszczenie było puste.
***
Zbliżała się godzina osiemnasta. Poszukiwania wieczorowej sukni zdały się na nic – żaden ze sklepów jednego z większych centrów handlowych w San Diego nie oferował nic, w czym Adam chciał zobaczyć Almę podczas zbliżającego się wydarzenia. Ułożył dłonie na jej ramionach, po czym spojrzał w oczy pełne rezygnacji.
- To ostatni sklep – Rzekł, wskazując na neonowy szyld – Tutaj wybierzemy coś świetnego. Dobrze?
Znacząco pokiwała głową. Ucałował jej czoło, a po chwili krążyli już między rzędami garsonek i kostiumów.
- Adam? – Spytała, łagodnym głosem, kierując swoją uwagę na skromną, czarną sukienkę sięgającą kolan.
Uniósł brew, po czym wzruszył ramionami – Nie chcesz czegoś bardziej…
- Nie – Odparła – Ta będzie dobra. Przymierzę – Rzekła z uśmiechem, po czym powędrowała w kierunku kabin.
Brunet usiadł na beżowej kanapie i sięgnął po telefon, by dowiedzieć się, która jest godzina. O dwudziestej musiał przyjąć kolejną dawkę antybiotyku, co wiązało się z tym, że niedługo muszą kierować się w stronę parkingu. Nim zdążył przekalkulować wydatki na najbliższy miesiąc, jego telefon zawibrował.
Kris.
Uniósł kąciki ust, po czym nacisnął zieloną słuchawkę. Jak się okazało, był to jego największy błąd.
- Odsyłałeś go do izolatki czy miał przepustkę?
Brunet zmarszczył brwi – O kogo pytasz?
- Ratliff. Nie ma go w celi – Ton jego głosu nigdy nie był bardziej poważny.
Niebieskie oczy otworzyły się szeroko. Serce zabiło dwukrotnie szybciej. Przez moment Adam miał wrażenie, że przestało bić zupełnie.
- Simon powinien wiedzieć.
- Oddzwonię – Rzekł Allen, kończąc rozmowę.
Adam wsunął telefon do kieszeni, po czym zerwał się z miejsca i podbiegł do jednej z kabin – Muszę jechać. Nagły wypadek – Zawołał, licząc, że blondynka go usłyszy.
Alma uchyliła drzwi – Chyba mnie teraz nie zostawisz?
W pośpiechu sięgnął do portfela, po czym wyciągnął plik banknotów – Weź taksówkę. I sukienkę. Muszę, przepraszam – Rzekł, widząc w jej oczach rozczarowanie i rozgoryczenie. Spuściła jedynie głowę, biorąc pieniądze.
Nie mówiąc nic więcej porwał się w kierunku drzwi ewakuacyjnych. Wybiegł wprost na parking, a po chwili siedział już w swoim samochodzie. Podróż do zakładu zajęła mu niecałe dziesięć minut.

W płucach zabrakło mu tchu. Czuł ból pod żebrami, a gorączka uderzyła w niego tak gwałtownie, że po skroniach popłynęły drobne strumienie zimnego potu.
- Adam! – Usłyszał zawołanie, po czym odwrócił się gwałtownie, dostrzegając Krisa.
- I co? – Spytał poddenerwowany, próbując opanować swój przyspieszony oddech.
- Simon oddelegował go do kuchni. Jasna cholera, czemu nikt mnie nie informuje o podstawowych sprawach?! – Krzyknął, skupiając na sobie uwagę innych pracowników – Idź do gówniarza i sprawdź, kto się nim zajmuje. A potem… wracaj do domu – Dodał oschle, odwracając się i ginąc w mroku korytarza.
Lambert rzucił na stół portiera płaszcz, po czym skierował się do kuchni, gdzie więźniowie pomagali w przygotowywaniu posiłków. Tommy? Tutaj? Musiał zajść komuś za skórę.  Pchnął drzwi i szedł w stronę ostatniego stołu, przy którym czuwał strażnik. Tuż przy nim stał ten człowiek, którego spodziewał się tam zastać.
Skuty kajdankami, ubrany w przybrudzony biały fartuch kroił wołowe organy, po czym wrzucał je do metalowej miski. Ściskał w dłoni rękojeść  tępego, srebrnego noża. Towarzyszyły mu spokój i cisza. Nie miał z kim rozmawiać, więc pogrążył się w najbardziej banalnej czynności, którą mógł wykonywać.
- Macie tutaj kabla. Chodzą słuchy, że twoja żonka będzie nas karmić – Rzekł Tommy, nie podnosząc wzroku na Adama. Każde jego słowo pełne było spokoju.
Czarnowłosy poczuł nieprzyjemny dreszcz, który towarzyszył mu przy każdym rozpoczętym z Ratliffem dialogu – Nie będziesz zwracał się do mnie w ten sposób.
Tommy uśmiechnął się łagodnie, tym razem patrząc przeszywająco w niebieskie tęczówki – Będę jadł jej z ręki.
Adam czuł gotującą się w jego żyłach krew. Spojrzał na strażnika.
- Izolatka na tydzień – Rzekł, wymierzając najbardziej surową karę.
Blondyn zareagował niemal machinalnie. Zacisnął palce na rękojeści noża, uniósł dłoń, po czym ze wszystkich sił wbił tępe ostrze w sam środek dużego, zwierzęcego serca. Krew trysnęła na fartuch oraz błękitną koszulę Adama, który cofnął się tak gwałtownie, że uderzył plecami w zimą ścianę. Koszula przykleiła się do jego spoconych pleców. Nim policjant zdążył zareagować, Tommy przeciągnął ostrzem po swoim języku, raniąc go nieznacznie. Z wargi spadły dwie czerwone krople, a trzecia zatrzymała się na moment i spłynęła po podbródku i szyi.
- Izolatka na tydzień? Raczej wizyta u higienisty i zwolnienie z prac na dwa dni – Odrzekł, zwycięsko się przy tym uśmiechając.
W głowie Adama, głęboko w jego nieświadomości ten obraz wywarł już swoje piętno. Czerwień zdobiąca bladą skórę, okrywającą rozwidlenia niebieskich żył, szaleństwo w brązowych oczach, chciwość  i pragnienie ukarania tych grzesznie rozchylonych warg, które w ironicznym uśmiechu drwiły z niego.
A gdyby ta krew należała do niego? Gdyby owad zatopił swoje żądło najgłębiej jak to możliwe, aż gęsta ciecz opuściłaby ciało, spazmatycznie rozlewając mlecznobiałą truciznę?
Oparł dłonie o stół i pochylił się. Ich twarze dzieliły centymetry. Wzrok Tommy’ego był bystry, wyrażający gotowość do ataku. Oczy Adama nie zdradzały za to żadnych emocji. Pełne były zwątpienia.
- Możesz okaleczać się do woli. Simon nie zareaguje na twoje próby – Rzekł obojętnie, mrużąc oczy – Zacząłeś grę, stawiając się na przegranej pozycji. Nie wykonuj żadnego ruchu, bo to jedyny właściwy manewr.
- Zugzwang? – Odparł Tommy, przełykając ślinę zmieszaną z pojedynczymi kroplami własnej krwi.
Dwa silne charaktery starły się ze sobą. Spojrzenia pożerały się wzajemnie.
- Mat – Odparł chłodno Adam, nie zrywając kontaktu wzrokowego. Rozłożył dłoń i wyciągnął ją w kierunku blondyna – Oddaj to.
Szczupła dłoń znalazła się nad tą masywniejszą. Chude palce posłusznie opuściły kawałek tępego metalu.
- Boisz się – Szepnął Tommy – Czytam jak z otwartej księgi. Masz dreszcze na plecach.
Lambert próbował opanować targające nim emocje. Wiedział, że to tylko manipulacja.
- Ostatni raz dreszcze na plecach miałem, gdy przeżywałem orgazm.
Blade wargi rozchyliły się, jednak nie wydały z siebie żadnego dźwięku. Tym razem na twarzy Adama zagościł uśmiech którego zabrakło Ratliffowi. Kiedy brunet szedł w kierunku drzwi, nadal czuł na sobie zaintrygowane spojrzenie. Tego właśnie oczekiwał.

sobota, 26 stycznia 2013

Odc. 4: Sam na sam



Witajcie moje kochane! :)
Sesja trwa, ale staram się ze wszystkim nadążać. O uzupełnieniu linków pamiętam wkrótce to zrobię :)
A swoją drogą - powstało nowe jednoczęściowe opowiadanie autorstwa mojego i Rogogon! (Rogo na facebooku). Niedługo zostanie opublikowane, damy Wam znać :)  
Zapraszam!

 Odcinek 4: Sam na sam
 
Kris wraz z Martinem zajmowali miejsce przy niedużym biurku i wspólnie komentowali wydarzenia minionego tygodnia. Kiedy Allen otworzył czarno-biały brukowiec, drzwi otworzyły się gwałtownie.
- Jak leci? – Rzucił Adam, podchodząc do swojego biurka. Zdjął płaszcz, portfel oraz klucze wylądowały na parapecie. Nawet nie zauważył zdziwienia, jakie wywołała jego obecność.
- Stary, ty chyba powinieneś siedzieć w domu przez najbliższy miesiąc?
- Mam zwolnienie na dwa tygodnie – Odparł Adam, ocierając z czoła zimny pot – Nie warto tracić czasu na siedzenie w domu.
- Jesteś chory.
- Wiem.
- Na głowę.
Brunet roześmiał się – Muszę wam pomóc. A właściwie to chcę o czymś porozmawiać.  Kris – Adam usiadł na krawędzi stołu – Liczę na ciebie.
Brązowe oczy przeniosły swój punkt zainteresowania na błękit błyszczących oczu.
- Hm?
Lambert oparł dłonie o drewniany blat – Potrzebuję tego chłopaka. Chcę prowadzić jego sprawę – Rzekł bez zawahania.
Kris westchnął cicho – Ratliff?  Wykluczone.
- Jasna cholera, co za różnica! – Adam ześlizgnął się z brązowej powierzchni.
- Czekałem na ten przypadek przez wszystkie lata mojej kariery, sam chciałem go wywalczyć, ale ostatecznie trafił w ręce Simona. Z resztą nie możemy przekazywać między sobą spraw bez zgody prokuratury, a tej na pewno nie dostaniesz – Odparł Kris, wracając do czytanego wcześniej artykułu.
- Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi – Rzekł oschle Lambert, zakładając ręce na piersi. Wiedział, że zwróci uwagę młodszego mężczyzny.
- Bo jesteśmy. Ale na płaszczyźnie zawodowej osobiste sympatie muszą być wykluczone. Nie nauczyłeś się tego. Dlatego nie dostaniesz gówniarza i nawet nie zamierzam się o to zatroszczyć.
Czarnowłosy roześmiał się nerwowo – Przez trzy lata prowadziłem najtrudniejszych przestępców, spędzałem całe dnie pośród morderców i popieprzeńców, a ty twierdzisz, że nie poradzę sobie z dupkiem, który ma czystą kartotekę?
- A co ci tak na tym zależy, hm? – Mruknął Kris podchodząc do lady, na której stała pusta szklanka, której zawartość wypełniła się po chwili brunatną cieczą.
- Intryguje mnie – Odparł brunet – Chcę wiedzieć, co siedzi w jego głowie. Chcę w nią wejść.
Kris upił łyk whiskey i wzruszył ramionami –  Trzepałeś do American Psycho?
- To nie są żarty – Westchnął Adam – Jestem pewien, że sobie poradzę.
- Skoro już tu jesteś – Allen zmierzył wspólnika wzrokiem – Zajmij się swoim stażystą. Gówniarz kręci się od rana i szuka sobie zajęcia. Dobrze by było, gdybyś kazał mu pozamiatać korytarze.
- Chrzań się – Warknął Lambert, po czym opuścił pomieszczenie. Niemal wpadł na Ronniego, który próbował wybrać numer do przyjaciółki.
- Za pół godziny wykład, jeśli są chętni. Daj znać dyżurnym, oni zajmą się resztą.
- Jasne – Chłopak uśmiechnął się, po czym wykonał powierzone mu zadanie.
***
Choć złość przeminęła, nadal czuł się źle. Zaczął nawet żałować, że nie posłuchał Almy i nie został w domu. Był spóźniony już piętnaście minut. Spodziewał się, że sala będzie pusta. Nawet nie wiedział, jak bardzo się mylił.
Ponad pięćdziesiąt osób zajmowało już swoje miejsca. Nikły uśmiech wstąpił na rozgorączkowane oblicze. Spiesznie próbował odszukać na sali tę twarz, którą bardzo chciał zobaczyć.
- Czy ktoś napisał wypracowanie? – Spytał, siadając na biurku. Rozpiął górny guzik koszuli i poluzował krawat.
- Ja – Odezwał się jeden z mężczyzn, zajmujący miejsce w ostatnim rzędzie.
- Chętnie posłuchamy. Zacznij, proszę – Rzekł Lambert.
Kiedy długowłosy szatyn rozpoczął przemowę dotyczącą jednej z koncepcji Nietzschego, oczy Adama odnalazły w tłumie postać blondyna.
„Porozmawiamy”.
Tommy nie zwracał na niego uwagi. Wpatrywał się za to w tablicę za jego plecami. Drzwi ponownie się otworzyły.
- Jeszcze ja – Dodał Ronnie, wbiegając na salę. Usiadł za biurkiem, rzucając torbę na stół.
- Moralność niewolnicza to rozbudowane pojęcie odnoszące się do…
Blondyn zsunął biodra z krzesła, po czym delikatnie się uśmiechnął. Zwilżył wargi językiem, a następnie wziął głębszy oddech.
- A jeśli chodzi o pojęcie dionizyjskości, należy wspomnieć, że mówimy tutaj…
Rozchylił kolana,  a jego dłoń powiodła na udo. Wymownie uniósł brew.
- Stan upojenia, ekstazy, chaotyczność i nieokiełznanie prowadzące do…
Tym razem uśmiechnął się szerzej, ukazując rząd swoich białych zębów. Nacisnął językiem na policzek, przywodząc na myśl jednoznaczne skojarzenie.
- Niekiedy prowadzące do tragedii…
Adam wziął głęboki oddech i przeniósł wzrok na pozostałych więźniów. Wpatrywali się oni w ten sam punkt, co Tommy.
Brunet gwałtownie odwrócił głowę i poczuł, jak jego serce zamiera. Ronnie, siedzący tuż za nim wysyłał w kierunku Ratliffa jednoznaczne komunikaty. I co gorsze – dostawał na nie odpowiedź.
- Tam – Wstał, po czym wskazał we właściwym kierunku – są drzwi.
Jego wypowiedź zabrzmiała tak surowo, że na sali zapadła cisza, co nie zdarzało się prawie wcale. Ronnie posłusznie zabrał swoje rzeczy, po czym opuścił pomieszczenie.
Adam przez dłuższą chwilę wpatrywał się w blondyna. Czuł przepełniające go złość i roztargnienie. Gorączka uderzyła ponownie.
- Kontynuuj – Rzekł w stronę mężczyzny, który przedstawiał kolejną z teorii.
Napięcie rosło. Tommy wraz z Adamem wpatrywali się w siebie wzajemnie. Próbowali sobie udowodnić, kto nad kim ma przewagę w tej relacji. Brunet zacisnął zęby. Czuł dreszcze na całym ciele i niepohamowaną żądzę przejęcia dominacji. Do czasu, gdy miękkie wargi ponownie się rozchyliły i wyszeptały bezgłośnie dwa słowa. Adam nie był pewien czy dopełnieniem „fuck” jest „me” czy „you”.
Na moment zacisnął powieki, nie dopuszczając do siebie wizji, które usilnie próbowała podsunąć mu wyobraźnia.
- Koniec zajęć. Ty zostajesz – Rzekł, mierząc wzrokiem w kierunku Tommy’ego.
Dopiero w tej chwili uświadomił sobie, że na sali nie znajduje się żaden ochroniarz czy policjant. Miał przeczucie, że do pułapka, w jaką sam dał się złapać. Ciche szepty wypełniły pomieszczenie, które po dwóch minutach opustoszało. Zostali sami. Spojrzenia tym razem nie mówiły wiele.
- Powinieneś trafić do boksu za takie zachowanie.
- Masz prawo to zrobić – Rzekł Tommy, podchodząc do Lamberta.
Patrzył w niebieskie tęczówki. Zaczął się uśmiechać. W końcu śmiał mu się w twarz, nie cofając się nawet na krok. Lambert stracił kontrolę. Pchnął chłopaka na ścianę i ścisnął jego gardło.
- Jeśli nie nauczysz się szacunku, to dostaniesz dodatkową piątkę do wyroku.
Próbował coś wycedzić, krztusząc się. Co zdziwiło Adama – nie bronił się.
- Chcesz tu skończyć, gówniarzu? Nie cieszy cię myśl o wolności? – Zacisnął mocniej dłoń na jego gardle, czując pod palcami pulsującą tętnicę. Jego ręka drżała. Zbliżył się, czując na swoim udzie wzwód chłopaka. Kolejna fala gorąca. Odsunął się gwałtownie, po czym złapał blondyna za ramię. Popchnął go przed siebie i szedł, naciskając drugą dłonią na szczupłe plecy. Dotarli do celi. Adam otworzył uchylone drzwi, po czym wraz z Tommym wszedł do środka.
- Spędzisz tutaj resztę życia, przyrzekam ci to – pchnął go na łóżko – Zbliż się do mnie jeszcze raz, a pożałujesz tego bardziej, niż wszystkich chorych rzeczy, których  kiedykolwiek się dopuściłeś.
Brązowe oczy patrzyły na niego niepokornie.
- A gdybym złożył wniosek, że chcę, byś został moim opiekunem?
Czytasz w moich myślach? Skąd mógł przewidzieć, że największe zawodowe zamiary Adama dotyczą jego osoby?
- Chyba tylko ty potrafisz mnie zrozumieć – Rzekł, zbliżając się do krawędzi łóżka, na którym siedział – Miałbyś mnie na wyłączność. Opowiedziałbym wszystko. Poznałbyś mnie całego.
Patrzyli na siebie nieprzerwanie. Adam opuścił celę, zatrzaskując drzwi i dwukrotnie przekręcając w nich klucz. Kiedy zmierzał do swojego gabinetu, zaczął słyszeć szumy. Zakręciło mu się w głowie, oparł się o ścianę. Pamiętał już tylko, jak ktoś krzyczał jego imię.
***
Senne marzenie nawiedziło go tuż po tym jak stracił przytomność. Znajdował się w tej samej celi, co kilka minut wcześniej. Z tym samym mężczyzną. Czuł niesmak; prześladująca woń piżma i anyżu. Zaczął poddawać się destrukcyjnej sile. Brązowe oczy wpatrywały się w niego z góry, a gorące krople potu spływały drobnymi strumieniami na jego brzuch. Jednostajne tempo. Dźwięki odbijające się głuchym echem od pustych ścian. Lepiej jest nie żyć, niż żyć w ten sposób.
Nie chciał otworzyć oczu. Bał się miejsca i sytuacji, którą zastanie.
- Jest przemęczony – Usłyszał znajomy głos. Uniósł powieki, po czym ujrzał Krisa rozmawiającego z Almą.
- Wszystko w porządku… - Rzekł brunet, rozglądając się dookoła. Znajdował się we własnym łóżku. Odetchnął z ulgą. Miał wrażenie, że minione wydarzenia to tylko zły sen, z którego właśnie się obudził.
- Za dwa tygodnie Simon wydaje bankiet. Zaproszenia dostaniecie pocztą, ale informuję was już teraz. Do tej pory zjawisz się na swoim nowym stanowisku, Almo – Rzekł z uśmiechem Kris, kładąc dłoń na ramieniu zadowolonej kobiety.
- Wody… - Wymamrotał, biorąc głęboki oddech. Miał wrażenie, że jego ciało zaraz spłonie od rosnącej temperatury.